Archiwa tagu: zmarszczki

Najbardziej irytujące triki marketingowe producentów kosmetyków

 

Wszystkie lubimy dobre kosmetyki. I wszystkie wściekamy się gdy marketingowcy wciskają nam kit, by tylko sprzedać swój produkt.

Oto moja lista najbardziej irytujących trików marketingowych:

1. „nie zawiera parabenów” – oczywiście w kosmetykach, których i tak nigdy nie konserwowało się parabenami, np. na mydle. To tak jakby na jogurcie pisać: „nie zawiera kofeiny”.

2. „zawiera wyciąg z diamentów, szmaragdów, rubinów itp„- wyciąg czy też ekstrakt powstaje przez moczenie surowca w wodzie tudzież alkoholu. Problem polega na tym, że te minerały nie rozpuszczają się ani w wodzie ani w alkoholu. Nie zostawiają więc w nich żadnych wartości odżywczych. Wygląda na to, że producent moczy diament w wodzie a potem dodaje tą wodę do kosmetyku. To już naprawdę mógłby sobie darować!

3. „zawiera minerały„- w kosmetykach, gdzie tym minerałem jest wyłącznie sól kuchenna, która jak wiadomo wysusza i podrażnia skórę. Jest ona dodawana tylko po to by zagęścić kosmetyk (z reguły mydło w płynie).

4. „usuwa do 100% łupieżu, zmarszczek, przebarwień itp.” – do 100%, ale ile procent najmniej? Wygląda na to, że przedział wynosi od 0% do 100%, co nie mówi nam zupełnie nic, natomiast każe przypuszczać że znajdziemy się raczej w dolnym przedziale tej skali.

5. „działanie udowodnione badaniami klinicznymi„- tylko gdy się wczytać w to badanie, to okazuje się, że było przeprowadzone na 9 przyjaciółkach Pani dyrektor, w Klinice Piękna i Urody na Cyprze czy innej Korsyce. Na dodatek polegało na samoocenie. Kurcze chciałabym być królikiem doświadczalnym w takich badaniach.

6.”olejek arganowy” -jako nazwa, podczas gdy w składzie jest wyłącznie parafina ze znikomym dodatkiem olejku arganowego.

7. „nawilżające minerały” -kosmetyki mineralne wyprodukowane podobno wyłącznie z minerałów, które podobno nawilżają. Patrząc na skład kosmetyków mineralnych, nie widzę żadnych substancji, które mogłyby nawilżać, więc albo nie nawilżają, albo zawierają coś jeszcze o czym producent nie informuje.

Cytryna- mój kuchenny hit

Uwielbiam gotować. Niestety gotowanie nie zawsze jest rozkoszą dla zmysłów, jak mówi popularna reklama. Ponadto niecierpliwię się często czekając aż coś się ugotuje, wystudzi, zmiksuje itd. Wówczas wymyślam różne maseczki z produktów kuchennych, które oczywiście od razu nakładam- głównie na dłonie. Wypróbowałam wiele produktów, ale moim hitem jest i chyba na zawsze pozostanie cytryna.

Cytryna zawiera kwasy, oraz sporo witaminy C, to sprawia, że jest idealnym kosmetykiem usuwającym przebarwienia, rozjaśniającym, zmiękczającym naskórek, Zawsze gdy wyciskam sok z cytryny, resztką smaruję całe dłonie, łącznie z paznokciami. Trzymam chwilę, na tyle na ile pozwala mi na to sytuacja, po czym spłukuję wodą.

Warto wcierać sok z cytryny w paznokcie i skórki naokoło nich. Paznokcie będą wybielone a skórki zmiękczone.

Cytrynę można zresztą używać na prawie całe ciało: świetnie się sprawdza przy wrastających włoskach po depilacji. Wystarczy raz na 3-4 dni przesmarować sokiem z cytryny,zagrożone miejsca. Masz szorstką skórę na kolanach, łokciach, twarde, drobne grudki na ramionach? Na to też pomoże sok z cytryny. Trzeba się smarować przed kąpielą, bo po wyschnięciu sok jest lepiący. Po posmarowaniu się możesz odczuwać lekkie szczypanie, ale nie jest to groźne. Skóra po takiej kuracji jest niesamowicie gładka i miękka.

Również włosy nabiorą pięknego blasku i miękkości, gdy do wody którą je płuczesz dodasz cytrynę.

Niestety sok z cytryny jest zbyt silny by stosować go bezpośrednio na twarz, mógłby spowodować pękanie naczynek krwionośnych. Na pewno mogłyby go spróbować użyć osoby z mniej wrażliwą skórą, po odpowiednim rozcieńczeniu. Jeżeli masz jakieś ranki czy otarcia, również nie smaruj ich sokiem z cytryny- będzie mocno szczypać.