Archiwa tagu: składniki

Olejek Marula

Ten wyjątkowy olejek pozyskiwany jest z owoców drzewa Marula, rosnącego w głębi Afryki.

Olej Marula (Sclerocarya birrea oil) jest jadalny i jest też doskonale tolerowany przez skórę. Wśród olejków kosmetycznych jest zupełnie wyjątkowy, ponieważ bardzo dobrze się wchłania i pozostawia skórę matową. T sprawia, że jest doskonały do pielęgnacji nie tylko skóry suchej, ale także tłustej, mieszanej i trądzikowej.

Skórze tłustej pomaga oczyścić się z wyprysków i zanieczyszczeń, ponieważ rozpuszcza sebum i odblokowuje ujścia gruczołów łojowych. Nawilża, mocno odżywia, ale nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Świetnie nadaje się pod makijaż.

Jest fantastyczny do oczyszczania twarzy- po umyciu jej tym olejkiem nie potrzeba stosować żadnych kremów. Tradycyjnie, w Afryce jest stosowany przez kobiety właśnie do mycia twarzy.

Tradycyjne zastosowanie olejku Marula to również pielęgnacja niemowląt. Olej Marula fantastycznie łagodzi wszelkie podrażnienia, zmniejsza zaczerwienie skóry, zmniejsza świąt i jest doskonale tolerowany nawet przez najwrażliwszą cerę. Dlatego też, jako jeden z niewielu olei jest polecany do cery wrażliwej, podrażnionej, zaczerwienionej.

Można go stosować również w maleńkich ilościach do włosów, którym nadaje połysk i sprężystość. Aby nie obciążać włosów, wetrzyj w nie olejek, który pozostał na dłoniach, po masażu twarzy.

Najbardziej irytujące triki marketingowe producentów kosmetyków

 

Wszystkie lubimy dobre kosmetyki. I wszystkie wściekamy się gdy marketingowcy wciskają nam kit, by tylko sprzedać swój produkt.

Oto moja lista najbardziej irytujących trików marketingowych:

1. „nie zawiera parabenów” – oczywiście w kosmetykach, których i tak nigdy nie konserwowało się parabenami, np. na mydle. To tak jakby na jogurcie pisać: „nie zawiera kofeiny”.

2. „zawiera wyciąg z diamentów, szmaragdów, rubinów itp„- wyciąg czy też ekstrakt powstaje przez moczenie surowca w wodzie tudzież alkoholu. Problem polega na tym, że te minerały nie rozpuszczają się ani w wodzie ani w alkoholu. Nie zostawiają więc w nich żadnych wartości odżywczych. Wygląda na to, że producent moczy diament w wodzie a potem dodaje tą wodę do kosmetyku. To już naprawdę mógłby sobie darować!

3. „zawiera minerały„- w kosmetykach, gdzie tym minerałem jest wyłącznie sól kuchenna, która jak wiadomo wysusza i podrażnia skórę. Jest ona dodawana tylko po to by zagęścić kosmetyk (z reguły mydło w płynie).

4. „usuwa do 100% łupieżu, zmarszczek, przebarwień itp.” – do 100%, ale ile procent najmniej? Wygląda na to, że przedział wynosi od 0% do 100%, co nie mówi nam zupełnie nic, natomiast każe przypuszczać że znajdziemy się raczej w dolnym przedziale tej skali.

5. „działanie udowodnione badaniami klinicznymi„- tylko gdy się wczytać w to badanie, to okazuje się, że było przeprowadzone na 9 przyjaciółkach Pani dyrektor, w Klinice Piękna i Urody na Cyprze czy innej Korsyce. Na dodatek polegało na samoocenie. Kurcze chciałabym być królikiem doświadczalnym w takich badaniach.

6.”olejek arganowy” -jako nazwa, podczas gdy w składzie jest wyłącznie parafina ze znikomym dodatkiem olejku arganowego.

7. „nawilżające minerały” -kosmetyki mineralne wyprodukowane podobno wyłącznie z minerałów, które podobno nawilżają. Patrząc na skład kosmetyków mineralnych, nie widzę żadnych substancji, które mogłyby nawilżać, więc albo nie nawilżają, albo zawierają coś jeszcze o czym producent nie informuje.

Hello ALOE (vera)

W najlepszych kosmetykach naturalnych, pierwszym składnikiem jaki zobaczysz jest żel aloesowy, np w kosmetykach Miessence. Czy zastanawiałaś się dlaczego?

Żel aloesowy był już wielokrotnie chwalony za swoje właściwości nawilżające i leczące skórę.  Ma on właściwości przeciwbakteryjne  oraz przeciwzapalne. Pomaga skórze szybko się zagoić i minimalizuje powstawanie zblizn. Zawarte w nim witaminy C i E obecje w aloesie wspomagają odporność skóry oraz utrzymują jej nawilżenie. Żel aloesowy zmniejsza ból i pieczenie po oparzeniach, także słonecznych. Zachowuje się jak warstwa ochronna na skórze i pomaga uzupełnić jej nawilżenie. Gdy skóra jest nawilżona leczy się szybciej z wszelkich uszkodzeń. Aloes jest ukochaną rośliną odkrywców i miłościków natury, była wykorzystywana już w starożytnym egipcie, Pierwsze wzmianki o właściwościach leczniczych aloesu pojawiły się w egipskich pismach w roku 1550 p.n.e. W Azji uważa się, że aloes jst również doskonały przyjmowany doustnie, jako środek na dolegliwości trawienne. W Pakistanie, suszony żel aloesowy jest mieszany z nasionami ziół i przyjmowany po posiłkach  jako lekarstwo na trawienie. W Japonii Aloes dodaje się do jogurtu i napojów. W Indiach jest traktowany jak warzywo i dodawany do sałatek oraz curry. Chciałabyś spróbować? Poniżej podaję przepis na sałatkę z banana i aloesu: 40 g liści aloesu
185 g dojrzałego banana
90 g kapusty pekińskiej
80 g winogron

Aloes opłukać, ściąć kolce i poszatkować. 
Banan ugnieść widelcem.
Zielone części liści kapusty podrzeć, białe części posiekać w kostkę.
Winogrona pokroić w ćwiartki.
Składniki wymieszać. Smacznego ! Aloes zawiera mnóstwo witamin  A, C, E, kwasu foliowego, B1, B2, B3, B6 i jest jedną z bardzo niewielu roślin zawierających witaminę B12. Ma również wiele minerałów, w tym wapń, cynk, chrom, selen, żelazo i potas.  

Bezpieczeństwo stosowania kosmetyków – raport

Przedstawiamy tłumaczenie raportu dr Narelle Chenery Dyrektor ds. Badań i Rozwoju, Miessence: Co roku, cały cywilizowany świat wydaje ogromne ilości pieniędzy na środki higieny osobistej. Ale czy przemysł warty rocznie 35 mln dolarów troszczy się o swoich klientów? Odpowiedź może zaskoczyć każdego, kto zainteresuje się nieco bardziej składem kosmetyków. Nigdy wcześniej łacińskie powiedzenie ‘caveat emptor’ (niech kupujący się strzeże), nie było bardziej trafne. Chemikalia o których wiemy, że są związane z rakiem i wadami wrodzonymi, nie powinny być używane w kosmetykach. Jednak najnowsze badania niektórych popularnych marek szamponów, dezodorantów, kremów do twarzy i innych kosmetyków codziennego użytku wskazują, że w rzeczywistości takie niebezpieczne związki chemiczne są w nich zawarte. I badania wskazują, że wiele z tych substancji znajduje się na naszych ciałach, w mleku matek i w naszych dzieciach. Czy na pewno ta ilość jest za mała żeby nam zrobić szkodę? Faktycznie, istnieje wiele przypadków, w których konsumenci kosmetyków odczuwają natychmiastową, nieodwracalną szkodę z powodu działań niepożądanych kosmetyków. Jednym z nich jest przypadek stylisty włosów Jennifer Arc, który doznał nieodwracalnej szkody z powodu wysokiego poziomu toksycznego formaldehydu w produkcie do prostowania włosów „Brazillan Blowout”. Producent w końcu zgodził się na wypłatę odszkodowania w kwocie 4.5 mln dolarów, ale nadal sprzedaje produkt. I to całkiem legalnie!Jest też przypadek Tonji Millet, która zgłosiła na infolinię, że produkt do wygładzania włosów  Infusion Suave Professionals stopił jej włosy. Mimo tego producent Unilever zdecydował się ponownie wprowadzić ten produkt na rynek w 2012r.

toksyczne składniki kosmetyków

 

 

 

 

 

 

Ale to nie tych natychmiastowych skutków ubocznych powinniśmy się bać. Jednym z wyzwań w myśleniu o bezpieczeństwie kosmetyków, jest to że wiele substancji zawartych w kosmetykach nie powoduje natychmiastowych szkód, ale są one toksynami systemowymi. To długoterminowe narażenie na maleńkie ilości toksycznych chemikaliów w wielu kosmetykach, które używamy każdego dnia,  przez całe życie,  jest prawdziwym powodem do niepokoju. Jesteśmy codziennie, wielokrotnie narażani na działanie chemikaliów przemysłowych z wielu różnych źródeł nawet nie mamy o tym pojęcia. Wiele osób rozumie obawy, gdy chemikalia są w ich jedzeniu, ale kosmetyki są tylko na skórze i włosach.

Czy naprawdę mamy się martwić?

Wiele składników kosmetycznych jest zatwierdzonych do użytku branżę, nie dlatego że uważa się, że substancja jest bezpieczna, ale dlatego, że uważa się że nie są one absorbowane przez skórę. A producenci kosmetyków nie przyznają się, że kosmetyki mogą być wchłaniane przez skórę, ponieważ jeśli są wchłaniane to muszą być oznaczane jak leki (i podlegać znacznie surowszym regulacjom). To, że kosmetyki wchłaniają się wgłąb skóry jest dla nas zarówno dobre jak i złe. Dobrze, bo to znaczy, że nasza skóra może być odżywiana z zewnątrz kilkoma wspaniałymi substancjami. Źle, bo to znaczy, że możemy wchłaniać przez skórę, powszechnie używane w kosmetykach składniki, które nigdy nie mogłyby być przyjmowane doustnie (jako żywność lub leki). Poszczególne składniki różnią się ogromnie w ich zdolności do przenikania przez skórę. Niektóre jedynie absorbują się do naskórka, podczas gdy inne mogą łatwo dotrzeć do skóry. Niektóre części ciała absorbują chemię znacznie łatwiej niż inne – usta, skóra pod pachami i wokół oczu jest bardziej podatna niż reszta ciała.  Problem polega również na tym, że kosmetyki zawierają dodatkowe składniki, które ułatwiają penetrację innym, więc łącznie przenikanie jest szybsze i głębsze. Ale to tylko troszkę, na pewno nie będzie mnie zabić? Niestety, istnieje bardzo niewiele badań by udokumentować zagrożenie dla zdrowia niskich dawek i wielokrotnych ekspozycji  mieszanin chemicznych, takich jak te w produktach higieny osobistej. Ale brak danych nie powinien być mylony z dowodem bezpieczeństwa. Załóżmy, że wykonujesz swoją standardową poranną higienę. Będziesz prawdopodobnie używać szamponu, odżywki i myjesz ciało pod prysznicem. Następnie stosujesz jakiś dezodorant i balsam do ciała. Następnie na twoją twarz: mycie, tonik, krem nawilżający, podkład, szminka i tusz do rzęs, co najmniej. Teraz stylizacja włosów pianka, lakier do włosów, a może serum do prostowania. Następnie od góry do dołu sprayowanie perfumami. To jest 15 produktów z których każdy zawiera kilkanaście możliwych składników. Environmental Working Group (EWG) przebadała 2300 osób w ramach swoich badań nad  składnikami kosmetycznymi i stwierdziła, że przeciętny dorosły wykorzystuje codziennie 9 produktów higieny osobistej, z 126 unikalnymi składnikami chemicznymi. Więcej niż jedna czwarta wszystkich kobiet i jeden z każdych 100 mężczyzn używa co najmniej 15 produktów codziennie (www.ewg.org/reports/bodyburden/).

Ale przecież władze na pewno nie pozwolą by niebezpieczne produkty znalazły się na półkach sklepowych? „Konsumenci uważają, że” jeśli jest to na rynku, nie może mnie zranić”. I ta wiara jest czasem błędna.  Możesz być zaskoczony tym, że przemysł kosmetyczny podlega samoregulacji. Od producentów nie jest wymagane przeprowadzenie niezależnego badania bezpieczeństwa przed wprowadzeniem na rynek nowych produktów lub substancji chemicznych. Zadziwiające jest, że 89% z 10500 składników stosowanych w przemyśle kosmetycznym, nigdy nie było ocenianych pod kątem bezpieczeństwa przez jakąkolwiek instytucję publiczną. Gdy tylko produkt znajdzie się na rynku, bardzo ciężko jest o jednoznaczny dowód jego działania aby go z niego usunąć. Bardzo trudno jest udowodnić związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy jakimś schorzeniem a używaniem określonego kosmetyku. (…) Naukowcy z Environmental Working Group (EWG) zidentyfikowali ponad 10.500 chemikaliów przemysłowych używanych jako składniki kosmetyków, w tym rakotwórczych, pestycydów, toksyn  zaburzających gospodarkę hormonalną, plastyfikatorów, środków odtłuszczających i powierzchniowo czynnych. Te syntetyczne substancje chemiczne mogą mieć negatywny wpływ na skórę (dermatozy kontaktowe) lub mogą akumulować się w organiźmie wchłaniając się przez skórę, co ostatecznie prowadzi do różnych problemów zdrowotnych. Podsumowanie EWG bezpieczeństwa użycia kosmetyków było następujące:

• Tylko 28 z 7500 przeanalizowanych przez nas produktów były w pełni ocenione pod względem bezpieczeństwa. Wszystkie pozostałe produkty – 99,6 %  zbadanych – zawierały  jeden lub więcej składników, nigdy nie ocenionych pod względem potencjalnych skutków dla zdrowia.

• Jeden na 120 produktów na rynku zawiera składniki ocenione przez instytucje rządowe,jako pewne lub prawdopodobne czynniki rakotwórcze człowieka. Wśród tych produktów były szampony, płyny, podkłady do makijażu i balsamy do ust. Zadziwiające jest, że jedna trzecia wszystkich produktów zawiera jeden lub więcej składników sklasyfikowanych jako mogące działać rakotwórczo na  człowieka.

• w 71  farbach do włosów znajdowały składniki pochodzące z rakotwórczej smoły węglowej.

• 55 % wszystkich ocenianych produktów  zawierało składniki  „zwiększające przenikanie”, które zwiększają penetrację danego produktu przez skórę i do krwiobiegu, zwiększając narażenie konsumentów na penetrację również innych składników. Znaleźli 50 produktów zawierających składniki zwiększające przenikanie w połączeniu ze znanymi lub ewentualnymi substancjami rakotwórczymi.

• Prawie 70 % wszystkich produktów zawiera składniki, które mogą być zanieczyszczone.

• 54 produkty naruszają zalecenia dotyczące bezpiecznego stosowania określonych przez panel ekspertów kosmetycznych.

Przykłady obejmują niebezpieczne składniki znalezione  w produktach dla dzieci. Znaleziono niebezpieczne substancje do stosowania na zranienia lub uszkodzenia skórne, ale zawarte w produktach sprzedawanych specjalnie do użytku na spierzchniętą i uszkodzoną skórę. Znaleziono składniki niebezpieczne po rozpyleniu, ale znajdujące się w produktach w aerozolu.wytwarzanie kosmetyków

 

 

 

 

Problem zanieczyszczeniem 1-4 dioksanem Niedawne badania (2008) na zlecenie Stowarzyszenia Ekologicznego Konsumentów w USA ujawniły obecność rakotwórczych zanieczyszczeń 1,4-dioksanem w  „naturalnych” czy „organicznych” szamponach, płynach do mycia ciała, higieny osobistej i innych produktach do sprzątania w domu. Trzeba zaznaczyć, że certyfikowane produkty organiczne nie zawierały toksyny. Agencja Ochrony Środowiska (EPA) uważa, 1,4-dioksan za prawdopodobny czynnik rakotwórczy u ludzi, w oparciu o „indukcję raka  jamy nosowej i raka wątroby u różnych szczepów szczurów, nowotwory wątroby u myszy i raka pęcherzyka żółciowego u świnek morskich ” (EPA, 2003). Już w  w 1982 roku, zespół CIR zauważył, że przemysł kosmetyczny jest świadomy problemu w obecności 1,4-dioksanu  w kosmetykach i czyni wysiłki w celu obniżenia ich poziomu lub usunięcia (CIR 2003, przegląd CHOLETH-24). Ale 18 lat później, USFDA wciąż wyraża obawy o 1,4-dioksan, zauważając że toksyna ta zanieczyszcza szeroki wachlarz produktów. Związek szybko przenika przez skórę i są dowody na powiązanie go z rakiem układowym w badaniu nakładania na skórę (FDA 2000). Oto co niektóre opinie służb zajmujących się środowiskiem i zdrowiem  o 1,4-dioksan … • 1,4-dioksan jest „uważany w  Stanie Kalifornia za  powodującego raka”, a także jest podejrzany o działanie toksyczne na nerki,  na drogi oddechowe,  zgodnie z Kalifornijską Agencją Ochrony Środowiska. • Zgodnie z New Jersey Departament Zdrowia i Usług, 1,4-dioksan „powinien być traktowany jako czynnik rakotwórczy-z najwyższą ostrożnością „. •regulacje federalne w USA uważają siłę dioksyn za wyższą lub taką samą jak wiele pestycydów uważanych za niebezpieczne dla człowieka. • US Consumer Federalna Komisja Bezpieczeństwa Produktów informuje, że: „Obecność 1,4-dioksan, nawet jako zanieczyszczenie śladowe, jest problemem. • USFDA stwierdza: „badania absorpcji przez skórę wykazały, że dioksan łatwo przenika do organizmów zwierząt i ludzi ” • Poziomy 1,4-dioksanu znalezione w wielu produktach do pielęgnacji ciała są 1000 razy większe  uznano za rakotwórcze u zwierząt laboratoryjnych. • Według obliczeń ryzyka przeprowadzonych stosując wytyczne ze stanu Kalifornia  Toxic Enforcement Act, jeden produkt zawierający 1,4-dioksan mógł prowadzić do 970 dodatkowych nowotworów na jeden milion mieszkańców. Nawet jeżeli wynik byłby 10-krotnie przesadzony to i tak zostaje 97 nowotworów. O jakie inne zanieczyszczenia powinniśmy się obawiać? Z analizy EWG (CIR 2003 FDA 2000a, b, UNECE 2004) wynika, że co najmniej 146 składników kosmetycznych mogą zawierać szkodliwe zanieczyszczenia związane z rakiem i innymi poważnymi skutkami zdrowotnymi, w tym 3 z 20 najczęściej używanych składników kosmetycznych. I dlatego, że niektóre z tych składników są tak szeroko stosowane, ogromna większość produktów na rynku mogą być potencjalnie zanieczyszczone. Tlenek etylenu Tlenkiem etylenu może być zanieczyszczone 25 % produktów higieny osobistej na rynku, sądząc z występowania popularnych składników związanych z zanieczyszczeniami tlenku etylenu, takich jak środki powierzchniowo czynne (oksyetylenowane). Tlenek etylenu wykazuje „wyraźne dowody” działania rakotwórczego na gruczoły sutkowe badanych zwierząt zarówno płci żeńskiej jak i męskiej, zgodnie z National Toxicology Program (NTP 2000). Dokonując przeglądu składników produktów  panel CIR jedynie zaznaczył swoje obawy o tlenek etylenu w ramach podsumowania ustaleń: „Z niepokojem zauważyliśmy obecność 1,4-dioksan oraz zanieczyszczeń w postaci tlenku etylenu. Podkreślono znaczenie usuwania tych składników „(CIR 2003). Nitrozoaminy Według naukowców z Uniwersytetu San Jose, częste zanieczyszczenie – nitrozoamina (NDELA) „łatwo wchłania się przez skórę i gromadzi się w narządach, takich jak wątroba, pęcherz, itp., gdzie wywołuje przewlekłe działanie toksyczne „(Matyska i in. 2000). Międzynarodowa Agencja Badań nad czynnikami rakotwórczymi wykazała, że nitrozoaminy są rakotwórcze u wszystkich badanych gatunków zwierząt, w tym ssaków naczelnych. Nie było innego czynnika rakotwórczego który byłby tak rakotwórczy u tak wielu gatunków jak nitrozoaminy. (IARC, 1978, 1982, 1985, 1987) FDA wezwał producentów kosmetyków do dobrowolnego usunięcia z kosmetyków każdego składnika , który może łączyć się z innymi i wytworzyć NDELA i przeprowadzenie dodatkowych badań w celu ustalenia, dlaczego kosmetyki są  zanieczyszczone NDELA (USFDA  1996). Jeszcze bardziej niepokojące są badania sponsorowane przez brytyjski Departament Handlu i Przemysłu. Stwierdzono, że poziom nitrozoamin w niektórych produktach był przekroczony ponad dwukrotnie  w 4 miesiące po otwarciu produktu,  a czterokrotnie w ciągu 17 miesięcy od otwarcia produktu (DTI 1998). Dobra, a nie można tego wszystkiego sprawdzić w łatwy dla mnie sposób? Jak mam odnaleźć toksyczne składniki? Idź teraz do łazienki i sprawdź etykiety na następujące składniki: Ethoxylated surfactants  Mogą być zanieczyszczone z 1,4-dioksanemu i tlenkiem etylenu. Spójrz na wszystko z ‚eth’ w nazwie: „polyethylene glycol’” lub jej skrót „PEG”, ‘polyethylene’, ‘polyoxyethylene’, ‘-eth-’ (np. sodium laureth sulfate), ‘ceteareth’ lub ‘oleth’. Związki aminowe Te substancje chemiczne łączą się  z czynnikami nitrozującymi, tworząc nitrozoaminy. Nitrozoaminy zostały zidentyfikowane jako jeden z najsilniejszych czynników rakotwórczych, które powodują raka u ponad 40 różnych gatunków zwierząt, a także u ludzi. (…).  Samuel Epstein (profesor Environmental Health z  University of Illinois) twierdzi, że powtarzane aplikacje na skórę detergentów opartych na DEA spowodowały znaczny wzrost zachorowalności na raka wątroby i nerek. Szukaj dowolnych składników, z następującymi słowami w nich: • MEA (Monoetanoloamina) • DEA (Dietanoloamina) • TEA (Trójetanoloamina) na przykład Coconut Diethanoamine (z kokosa), Cocamide MEA, Cocamide DEA, DEA-Cetyl Phosphate, DEA Oleth-3 Phosphate, Lauramide DEA, Linoleamide MEA, Myristamide DEA, Oleamide DEA,  Stearamide MEA, TEA Lauryl Sulfate. Środki nitrozujące Następujące substancje chemiczne mogą być powodem zanieczyszczenia nitrozaminą. Nitrozamina jest substancją o udowodnionym działaniu rakotwórczym. • 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol • Cocoyl Sarcosine • DEA or Diethanolamine compounds • Imidazolidinyl Urea • Hydrolysed Animal Protein • Lauryl Sarcosine • MEA or Monoethanolamine compounds • Quaternium-7, 15, 31, 60, etc • Sodium Lauryl Sulfate • Sodium Laureth Sulfate • Sodium Methyl Cocoyl Taurate • TEA or Triethanolamine compounds Formaldehyd podarowany przez konserwanty Konserwanty wymienione poniżej uwalniają podczas działania formaldehyd. Formaldehyd powoduje raka, reakcje skórne, infekcje ucha, bóle głowy, depresję, astmę, bóle stawów, zawroty głowy, splątanie, nudności, zmęczenie, dezorientację, zapalenie żył, wymioty, zaburzenia snu i zapalenie krtani. • Sodium hydroxymethylglycinate (Suttocide)‏ • Imidazolidinyl urea (Germall 115)‏ • Diazolidinyl urea (Germall II)‏ • Quaternium-15 • 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol (Bronopol)‏ • DMDM Hydantoin (Glydant)‏ Czy  „naturalne” i „organiczne” produkty do pielęgnacji ciała są bezpieczne? To zależy od uczciwości danej marki, jeżeli chodzi o regulacje prawne hasła „naturalny” czy „organiczny” nie mają znaczenia. I nigdzie nie są bardziej nadużywane niż w przemyśle kosmetycznym! Rzeczywiście naturalny składnik kosmetyczny, to taki który ekstrahuje się i przetworzona ze źródła roślinnego bez reakcji chemicznej. Jednakże, jeśli używamy takiego określenia na naturalne, zdecydowana większość „Naturalnych kosmetyków” na rynku nie jest naturalna w ogóle! W marketingu przemysłu kosmetycznego definiuje się składnik „naturalny”, jako składnik, który wywodzi się z naturalnego źródła. Tendencja jest dziś taka, że zobaczysz długą nazwę chemiczną, a następnie wyrażenie takie jak „pochodzący z oleju kokosowego”. Nie jest to pomyłka: te „naturalne” (tj. pochodne syntetyczne) składniki zostały wyprodukowane w bardzo przemysłowych procesach chemicznych i z użyciem wielu substancji wspomagających w przetwarzaniu ze składników naturalnych. Jednakże poprzez ten proces straciły swoją naturalność.  Na przykład sodium laureth sulfate (może  pochodzić z orzechów kokosowych) ma stwierdzone niebezpieczne poziomy tlenku etylenu i 1,4-dioksanu. Więc zakup „naturalnych kosmetyków” nie musi gwarantować bezpieczeństwa i czystości użytych składników. Teraz spójrzmy na „organiczny”. Określenie „organiczny” odnosi się do gospodarstwa ekologicznego i systemu zarządzania i zrównoważonej uprawy, który zakazuje stosowanie inżynierii genetycznej, nawozów sztucznych i pestycydów, antybiotyków i sztucznych hormonów wzrostu. Rolnictwo ekologiczne to rośliny rosnących roślin w zdrowej glebie minus chemikalia. Ale co z produktami „organicznymi”? Jeśli organiczny jest  system gospodarki rolnej, to co odróżnia „organiczny” balsam od innych ? Niestety, opis „organiczny” jest prawie bez znaczenia jako „naturalny”. Jest to tylko sposób na „zielony marketing” produktu (forma chwytu w którym „ekologiczność” jest zwodniczo wykorzystywana do marketingu, do stworzenia wrażenia, że produkt jest przyjazny dla środowiska). Chociaż nie ma prostego sposobu żeby sprawdzić, czy „organiczny” produkt jest naprawdę naturalny, to najlepiej jest poszukać logo certyfikacji. Certyfikowany produkt organiczny składa się z minimum 95% składników pochodzących z upraw organicznych (woda oraz minerały nie podlegają certyfikacji). Poświadczony certyfikat organiczności oznacza niezależną stronę trzecią, gwarancję autentyczności i integralność każdego składnika. Jest niezależnie regulowane przez jednostki certyfikujące. Tylko certyfikowane produkty organiczne mogą umieszczać logo na produktach. Jeśli nie ma logo, to produkt nie jest organiczny! (..) Referencje http://csn-deutschland.de/download/SkinDeep.pdf accessed 8/5/14 http://narrative.ly/aint-i-a-woman/the-burn-of-the-beautiful-blowout/ accessed 8/5/14 Cosmetics Ingredient Review (CIR) (2003). 2003 CIR Compendium, containing abstracts, discussions, and conclusions of CIR cosmetic ingredient safety assessments. Washington DC. Cosmetics Ingredient Review (CIR) (2004). CIR information available at http://www.cir-safety.org, accessed May 6 2004. Department of Trade and Industry, UK (DTI) (1998). A survey of cosmetic and certain other skin-contact products for n-nitrosamines. Food and Drug Administration (FDA) (1993). Hair Dye Dilemmas. FDA Consumer. April 1993. Accessed online May 6 2004 at http://vm.cfsan.fda.gov/~dms/cos-818.html. Food and Drug Administration (FDA) (1995). FDA Authority over Cosmetics. Center for Food Safety and Applied Nutrition. Office of Cosmetics and Colors Fact Sheet. February 3 1995. Accessed online May 6 2004 at http://www. cfsan.fda.gov/~dms/cos-206.html. Food and Drug Administration (FDA) (1996). Are nitrosamines in cosmetics a health hazard? Accessed online May 6 2004 at http://vm.cfsan.fda.gov/~dms/qa-cos25.html. Updated November 1996. Food and Drug Administration (FDA) (1999). Diethanolamine and Cosmetic Products. Office of Cosmetics and Colors Fact Sheet. Dec 9, 1999. Accessed online May 6 2004 at http://vm.cfsan.fda.gov/~dms/cos-dea.html. Food and Drug Administration (FDA) (2000). Cosmetics Compliance Program. Domestic Cosmetics Program. July 31, 2000. Accessed online May 20 2004 at http://www.cfsan.fda.gov/~comm/cp29001.html. Trade Practices (Consumer Product Information Standards) (Cosmetics) Regulations 1991 Chemicals Known to the State (CA) to Cause Cancer or Reproductive Toxicity. 12/8/06.www.oehha.ca.gov/prop65/ prop65_list/files/P65single120806.pdf Hazardous Substance Fact Sheet. NJ Department of Health and Senior Services.www.state.nj.us/health/eoh/ rtkweb/0789.pdf 1,4-Dioxane (1,4-Diethyleneoxide). Hazard Summary – Created in April 1992 ; Revised in January 2000. www.epa. gov/ttn/atw/hlthef/dioxane.html Compare with oral slope factor for another probable human carcinogen, captan:“Captan. Hazard Summary-Created in April 1992; Revised in January 2000.” www.epa.gov/ttnatw01/hlthef/captan.html 1,4-Dioxane (1,4-Diethyleneoxide). Hazard Summary—Created in April 1992;Revised in January 2000. US Environmental Protection Agency. www.epa.gov/ttn/atw/hlthef/dioxane.html Bioassay of 1,4-Dioxane for possible carcinogenicity (CAS No. 123-91-1).National Toxicology Program, TR-80. Reif, A.E. “Synergism in carcinogenesis.” J Natl Cancer Institute, 1984 Jul; 73(1): 25-39. www.ec.europa.eu/consumers/dyna/rapex/create_rapex.cfm?rx_id=99 Steinman, D. & Epstein, S. The Safe Shopper’s Bible.New York, NY: Macmillan, 1995, pp. 190-196. Food Cosmet Toxicol. 1982 Apr;20(2):165-9 N-nitroso-N-methyldodecylamine and N-nitroso-N-methyltetradecylamine in hair care products. Hecht SS, Morrison JB, Wenninger JA. Food Cosmet Toxicol. 1981 Apr;19(2):233-5. Analysis of nitrosodiethanolamine in the products of cosmetic industry Klein D, Girard AM, de Smedt J, Fellion Y, Debry G. Food Cosmet Toxicol. 1977 Oct;15(5):423-30. N-Nitrosodiethanolamine in cosmetics, lotions and shampoos. Fan TY, Goff U, Song L, Fine DH, Arsenault GP, Biemann K. Spath, D.P. “1,4-Dioxane Action Level.” 3/24/98. Memorandum from Spath, Chief of the Division of Drinking Water & Environmental Management, Dept. of Health Services, 601 N. 7th St., Sacramento, CA 95814 to George Alexeeff, DeputyDirector for Scientific Affairs, Office of Environmental Health Hazard Assessment. www.oehha.ca.gov/water/ pals/pdf/PAL14DIOXAN.pdf

Bezpieczeństwo używania kosmetyków -kosmetyki do okolic oczu

Z każdej strony jesteśmy straszone, że używanie takich czy innych kosmetyków jest niebezpieczne. Z drugiej strony, chyba mało kto wyobraża sobie życie we współczesnym świecie, całkowicie pozbawione kosmetyków.

Dlatego opiszę co może  nam grozić podczas upiększania się. Artykuł jest oparty na danych FDA (Food and Drug Administration- amerykańska agencja ds. bezpieczeństwa żywności, leków i kosmetyków). Opieram się na amerykańskich danych dlatego, że jest to największa tego typu instytucja na świecie i zbadała najwięcej przypadków. Poza tym jest bardzo restrykcyjna, więc mamy pewność, że bezpieczeństwo jest priorytetem w jej działalności.

Dzisiaj o kosmetykach przeznaczonych do użycia w okolicach oczu. Jest to strefa ludzkiego ciała szczególnie delikatna i narażona na wszelkiego typu niebezpieczeństwa. Nie dość, że skóra jest w tym miejscu cienka i słabo natłuszczana, to jeszcze bardzo blisko stąd do śluzówki i oka, które są bardzo wrażliwe.

Najpoważniejsze zagrożenie

Największym zagrożeniem, najpoważniejszym w skutkach i do tego najczęstszym, jest używanie kosmetyków w samochodzie. Malując się w drodze do pracy narażasz się na groźne obrażenia gałki ocznej, nawet jeżeli jesteś tylko pasażerką. Nawet gdy samochód stoi, np. na światłach, nigdy nie wiesz czy jakiś inny w niego nie uderzy.  Zachowanie higieny w samochodzie, też jest utrudnione. Z tych powodów powinnaś jak ognia unikać robienia makijażu podczas jazdy.

Po drugie czystość

Drugim najczęstszym problemem są zakażenia gałki ocznej pochodzące od kosmetyków. Każdy kosmetyk (nie tylko do oczu) powinien być czysty mikrobiologicznie  w chwili sprzedaży.  Niestety nieprawidłowe ich używanie w czasie późniejszym może prowadzić do zanieczyszczenia go niebezpiecznymi grzybami czy bakteriami. Zakażenie tymi mikrobami, w rzadkich przypadkach może prowadzić nawet do ślepoty.

Przede wszystkim nie pożyczaj nikomu swoich kosmetyków do oczu, ani też nie używaj cudzych. Nigdy nie kupuj używanych czy otwartych kosmetyków, choćby cena była najbardziej korzystna. Niech Cię nigdy nie kusi, żeby wypróbować tester w sklepie na własnych powiekach czy rzęsach.  Bardzo rozpowszechnione teraz rozdawnictwo, wymiany, zamiany używanych kosmetyków, może być bardzo niebezpieczne. Zakażenie oczu są naprawdę paskudne i lepiej ich uniknąć niż leczyć.

Poza tym, jeżeli sama cierpisz na jakąkolwiek infekcję oka, zaprzestań używania kosmetyków aż do wyleczenia. Po wyleczeniu wypierz dokładnie swoje pędzle i inne aplikatory, wymień tusz do rzęs na nowy. Powinnaś też wyrzucić kredki do oczu, jeżeli używasz je na „linii wodnej” czyli wewnątrz oka.

Nie wolno również ślinić kosmetyków, aplikatorów, ścierać śliną źle namalowanej kreski itp. Drobnoustroje znajdujące się w jamie ustnej, niekoniecznie muszą być przyjazne dla oka. Szczególnie  musisz uważać jeżeli masz opryszczkę. Wirus opryszczki przeniesiony do gałki ocznej jest bardzo niebezpieczny.

Oczywiście regularnie należy dbać także o higienę aplikatorów.. Nawet jeżeli używasz kosmetyków na których nie mogą rozwijać się mikroby (np. czyste cienie mineralne) to aplikator zbiera z twojej skóry sebum, resztki kosmetyków  i na tej pożywce mogą zacząć rosnąć bakterie. Kosmetyki takie jak tusz do rzęs, eye-linery, kredki do oczu, które używa się na „linii wodnej”, należy często wymieniać, najlepiej raz na kwartał, bo niestety to one niosą największe ryzyko zakażenia.

Nie wolno również zostawiać kosmetyków w ciepłym miejscu, np. trzymać ich na kaloryferze, czy w samochodzie. Wysoka temperatura znacznie przyspiesza rozkład substancji znajdujących się w kosmetykach.

Po trzecie składniki

Na pewno wiesz, że każdy kosmetyk musi posiadać deklarację składników na etykiecie i mam nadzieję, że nigdy nie kupujesz takich, które tej deklaracji nie mają. Jeżeli opakowanie kosmetyku jest zbyt małe, jest dopuszczalne, aby deklaracja znajdowała się na zbiorczym opakowaniu, tak aby była dostępna dla klienta w sklepie. Podczas sprzedaży internetowej, deklaracja składników musi być dostępna na stronie internetowej.

Jeżeli chodzi o kosmetyki do okolic oczu to szczególnie należy zwrócić uwagę na środki zapachowe oraz barwniki.

Wszelkie środki zapachowe, nawet te naturalne mogą silnie podrażniać i uczulać, dlatego kosmetyki do oczu najlepiej kupować bezzapachowe. Na szczęście większość kosmetyków jest produkowanych właśnie bez zapachu.

Natomiast z barwnikami mamy większy problem, bo poza podrażnieniami, mogą spowodować trwałe zabarwienie białka oka. Dlatego podlegają one szczególnym przepisom, bo żadna z nas nie chciałaby mieć przecież trwale żółtych białek oczu. W Unii Europejskiej oraz USA jest opublikowana specjalna lista składników dopuszczonych do stosowania w kosmetykach. Są to składniki przebadane i uznane za bezpieczne. Dodatkowo, jest także lista składników, których zastosowanie w kosmetykach jest zabronione. Te listy  składają się na całkiem pokaźną księgę i raczej trudno byłoby Ci zabrać ją do drogerii,a potem wertować w poszukiwaniu składników. Ja osobiście jestem zdania, że wszelkie produkty pochodzące z Unii Europejskiej, USA, Kanady, Australii możemy śmiało uznać za bezpieczne. Ryzyko, że producent zlekceważy możliwość zbiorowych pozwów i bankructwo, by włożyć do kosmetyku coś szkodliwego jest raczej małe. Natomiast radzę bardzo uważać na produkty importowane spoza tych obszarów.  Na pewno zapali Ci się lampka alarmowa gdy kupujesz chiński tusz do rzęs, ale czy pomyślałaś o tym że np. Brazylia, Izrael, Turcja mają zupełnie inne przepisy i to co u nas uznane jest za potencjalnie niebezpieczne, oni mogą dowolnie stosować. Zwróć też uwagę na farbki do malowania twarzy czy kosmetyki, które kupujesz swoim dzieciom. Najczęściej są one importowane jako zabawki, a nie jako kosmetyki, dlatego nikt nie sprawdza ich składu, tak dokładnie jak przy kosmetykach !

Uwaga na KHOL !

Jest jeden barwnik, przed którym FDA szczególnie przestrzega i jest to Khol (kohl, kajal, kayal). Jest to tradycyjny arabski czarny kosmetyk do barwienia powiek. Może mieć postać proszku, pasty czy sztyftu. Wyrabiany jest z mieszanki ziół, olejów i … metali ciężkich takich jak ołów i antymon. Może Ci się wydawać, że jest on bezpieczny ponieważ jest stosowany od wieków, nawet u dzieci. Niestety tak nie jest. Głęboka, błyszcząca czerń khola jest bardzo kusząca, ale są  doniesienia zatrucia ołowiem poprzez jego używanie ! Ołów, który dostanie się do organizmu, zalega tam przez wiele lat czyniąc znaczne szkody. Ołów jest dodatkowo na tyle wrednym metalem, że wchłania się nawet przez skórę.  Jeżeli nie potrafisz się jednak oprzeć stosowaniu tego kosmetyku (mam nadzieję że rzadko), to trzymaj go z dala od dzieci. Po przypadkowym połknięciu, zatrucie może być tragiczne w skutkach.

Są też kosmetyki o nazwie Khol, które jednak nie są prawdziwym kholem. Tutaj nazwa służy do określenia koloru kosmetyku. Te powinny być bezpieczne. Na wszelki wypadek sprawdź skład i skąd pochodzi producent.

Trwałe farbowanie rzęs

Nie ma żadnych barwników uznawanych za bezpieczne do trwałego farbowania rzęs i brwi. Dopuszczona w Europie henna jest nielegalna w USA. Jest to spowodowane tym, że hennę rozprowadza się w wodzie utlenionej. Gdy ta mieszanka dostanie się przypadkowo do oka, może spowodować trwałe uszkodzenie wzroku, a nawet ślepotę:(

Jeżeli nieszczęście już się przydarzy…

Jeżeli kosmetyk zacznie Cię podrażniać lub wystąpi inny problem, natychmiast przestań go używać. Gdy przypadek jest poważny powinnaś odwiedzić lekarza. Jeżeli lekarz uzna, że to kosmetyk spowodował problem, zgłosi go do odpowiedniego rejestru i prawdopodobnie zostanie wycofany z rynku.

Uff, trochę jest tych zagrożeń, na szczęście bardzo wiele zależy od nas samych. Jeżeli będziemy prawidłowo się obchodzić z naszymi kosmetykami, to będą one dla nas wyłącznie źródłem dobrego wyglądu i świetnego samopoczucia, czego sobie i Wam życzę:)

Nanocząstki

Niezwykle modnym ostatnio słowem w kosmetyce stało się słowo „nanocząstki”. Czym są, jak działają i przede wszystkim czy są dla nas bezpieczne? Nanocząstki to cząstki różnych substancji, które łączy jedno: są mniejsze od 100 nanometrów. Przy czym 1 nanometr to 1 miliardowa część metra. Mogą być to zmikronizowane minerały, metale, tworzywa sztuczne, słowem wiele różnych substancji. Jest to wielka różnorodność i również rożnorodnie działają na nasz organizm. Niektóre z tych substancji wykazują jednakowy wpływ na nasz organizm, niezależnie czy są w postaci dużych cząstek, małych czy też nanocząstek. Jednak niektóre substancje w postaci nanocząstek są w stanie przenikać przez ściany komórkowe aż do wnętrza komórek i tam w rozmaity sposób na nie oddziaływają. To sprawia, że nanocząstki są niezwykłą szansą w wielu dziedzinach życia, zarówno w kosmetyce, jak i w medycynie i w wielu gałęziach przemysłu. Dają nam możliwość tworzenia nowych materiałów, skuteczniejszych leków i doskonalszych kosmetyków. Niestety, jak to z każdą nowością bywa, nie jest do końca poznane ryzyko stosowania tego typu substancji. Dodatkowo, nie są prawnie uregulowane zasady stosowania materiałów w postaci nanocząstek. W kosmetykach producent musi jedynie określić rodzaj stosowanej substancji, bez konieczności podawania wielkości cząstek. Skóra jest naturalną barierą, chroniącą organizm przed szkodliwymi substancjami z zewnątrz. W rzeczywistości niewiele substancji jest w stanie przedostać się przez barierę naskórka i dotrzeć do skóry właściwej. Ale nanocząstki niektórych substancji są w stanie przeniknąć przez wszystkie warstwy skóry i dostać się do organizmu. Problem polega na tym, że nie wiemy co dalej będzie się z nimi działo. Czy popłyną wraz z krwią? Czy będą kumulować się w układzie nerwowym, limfatycznym, czy będą wędrować po organizmie przenikając z komórki do komórki? Czy organizm jest w stanie oczyścić się z tak małych cząstek? W jaki sposób wpłynie to na nasze zdrowie? Te i inne pytania pozostają na razie bez odpowiedzi. I zanim na nie odpowiemy, może warto się zastanowić czy rzeczywiście potrzebujemy krem, farbę do ścian, skarpetki, czy fugę do płytek ceramicznych z nanocząstkami. Innym pytaniem pozostaje w jakiej rzeczywiście ilości nanocząstki są stosowane przez producentów. Np. nanocząstki dwutlenku tytanu są idealnym filtrem przeciwsłonecznym. Chronią skórę równie dobrze jak zwykły dwutlenek tytanu, ale ich warstwa jest przezroczysta. Nie zabarwiają skóry na biało. Jednak dwutlenek tytanu w postaci nanocząstek jest ok. 100 razy droższy od tej substancji w zwykłej postaci. Jest więc stosowany tylko w najdroższych kremach. Dlatego jeżeli producent obiecuje nanocząstki w składzie produktu, a jego cena nie odbiega zbytnio od średnich cen, to raczej zawartość nanocząstek jest śladowa.

Syntetyki kontra składniki biologiczne

W czasach zaawansowanej technologii, może wydawać się dziwne, że jednym z największych wyzwań dla dzisiejszych chemików jest stworzenie produktu chemicznego tak naturalnego,  jak roślina z której pochodzą składniki. Ale  utrzymanie naturalnej czystości i prostoty w nowoczesnej recepturze kosmetyku, bez udziału żadnych sztucznie stworzonych chemikaliów to, według chemika kosmetycznego, Scotta Ralpha z firmy New Direction w Sidney Marrickville, nie jest łatwe zadanie. „Dzisiejszy konsument niezbyt lubi  surowe receptury z dawnych lat”, tak mówi, odnosząc się do czasów, gdy toniki to były rośliny moczone w alkoholu i aplikowane prosto na skórę, a kremy nawilżające to nic innego, jak tłuste smarowidła z wyciągami z ziół i roślin.

„ Klienci oczekują skutecznego działania od produktów pielęgnacyjnych. Używali i przyzwyczaili się do konsystencji i kremowej gładkości syntetycznych kosmetyków”, mówi Scott, „takich kosmetyków, które idealnie się pienią, nie są tłuste, pięknie pachną i ślizgają się po skórze”. Ale wierzy, że jest rosnące zainteresowanie naturalnymi składnikami, stawia to wyzwanie chemikom aby za pomocą naturalnych emulsyfikatorów, środków powierzchniowo czynnych i konserwantów, po prostu wszystkich potrzebnych składników, stworzyć świetny, jednolity krem, który może konkurować z jego syntetycznymi konkurentami. „Możemy manipulować syntetykami tak, by zachowywały się jak tylko chcemy, pachniały tak jak chcemy, a natura oferuje nam substancje dużo trudniejsze do okiełznania”. Niektóre rośliny, mówi Scott, jak np. mydlnica, wytwarzają bardzo delikatną dla skóry pianę, ale z marketingowego punktu widzenia, nie umywa się ona do dramatycznego efektu pienienia jaki wytwarza sodium lauryl sulfate, środek powierzchniowo czynny wytwarzający trwałe i duże bąbelki. „Mimo tego”, dodaje, „ ludzie z bardzo delikatną skórą przysięgają na zdrowotne właściwości mydlnicy”, a stosowanie sodium  lauryl sulfate musi być teraz oznaczane jako produkt niebezpieczny dla zdrowia na niektórych produktach w Stanach Zjednoczonych.

W przeszłości, branża kosmetyczna wybierała składniki syntetyczne, dlatego że są one dużo tańsze. Ale, jak mówi Scott, są też inne względy. „np. syntetyczne konserwanty są dużo, dużo łatwiejsze w użyciu, bardziej przewidywalne w tym co i w jaki sposób zakonserwują, oferują szerokie spektrum zabezpieczenia, co oznacza że niszczą więcej rodzajów bakterii i grzybów”.

Konserwanty są kluczowym składnikiem wielu kosmetyków dlatego, że pomagają  zachować na dłużej jakość składników kosmetyku, zapobiegają wzrostowi grzybów i bakterii w produkcie. Ewentualny rozwój drobnoustrojów zmniejszył by działanie kosmetyku i wystawił na niebezpieczeństwo zdrowie użytkownika. „Jeżeli na skórze byłoby zranienie, każdy grzyb czy bakteria mogłaby spowodować infekcję”, mówi Scott.

„Stosowanie naturalnych konserwantów wymaga wielu eksperymentów, trzeba ich też dodawać do kosmetyku dużo więcej i często więcej niż jeden na raz, aby osiągnąć szerokie spektrum ochrony produktu”, mówi Scott. „Jest wiele naturalnych konserwantów które mają działanie antyoksydacyjne i antybiotyczne, konserwanty te to np. olejki eteryczne, ekstrakty roślinne i witaminy, jest także kilka konserwantów naturalnych na rynku, które samodzielnie dobrze konserwują produkt.  Nie dadzą one trwałości produktu tak długiej  jak syntetyczne konserwanty, ale jeżeli są odpowiednio zastosowane, mogą zakonserwować produkt aż do dwóch lat- co jest w rzeczywistości więcej niż trzeba”.  Wiele firm, mówi Scott, używa naturalnych składników w połączeniu z syntetycznymi konserwantami ponieważ są one dużo łatwiejsze w użyciu z innymi składnikami i tańsze. Zazwyczaj takie firmy oznajmiają, że ich produkty są naturalne w 99%. Niektórzy zwolennicy kosmetyki naturalnej, twierdzą, że gdy produkt jest nasycony syntetycznymi konserwantami, to traci  istotnie odżywczość i żywotność składników oraz że syntetyczne konserwanty są bardziej drażniące dla skóry niż naturalne. Wierzą że naturalne konserwanty pracują synergicznie z innymi naturalnymi składnikami kosmetyku, aby utrzymać kosmetyk w świeżości i wzbogacają nienaruszone substancje odżywcze. Scott mówi: „ To może być prawda w zależności od tego jakie składniki i konserwanty są użyte, ale zazwyczaj syntetyczne konserwanty są dodawane do kosmetyku w ilości około 0,5%- 1%, a to nie jest dużo.” Ludzie nastawieni ekologicznie, są bardziej zaniepokojeni kumulacją w organizmie mnóstwa syntetycznych substancji pochodzących z kosmetyków, środków higieny osobistej, pożywienia które mogą przekroczyć barierę bezpieczeństwa dla organizmu i dla środowiska.

Od niedawna, firmy produkujące kosmetyki naturalne wybierają opakowania air less, które minimalizują ilość powietrza dostającego się do produktu, a tym samym ilość dostających się do niego bakterii, pozwalając na użycie mniejszych ilości środków konserwujących. Jak mówi Scott, używanie tego typu opakowań pomaga zachować bardziej delikatne formuły, ale wciąż wymaga dość dużej dozy środków konserwujących.

Debata na temat bezpieczeństwa środków syntetycznych włączając w to konserwanty pomaga także podnieść zieloną flagę. Parabeny były dotąd szeroko używane w kosmetykach, ale ostatnio zaczęły być łączone z wieloma problemami zdrowotnymi, włączając w to raka. Jest wiele innych syntetycznych składników pod mikroskopem różnych grup badających kosmetyki, jak np. Environmental  Working Group w USA.  Zielona rewolucja, która rozgrywa się w tej chwili globalnie, odzwierciedla zapotrzebowanie na naturalne i przyjazne dla środowiska produkty, nie ma tu wyjątku dla kosmetyków. Biznes kosmetyki naturalnej i organicznej rozkwita i chemicy którzy potrafią tworzyć receptury oparte na naturalnych składnikach są bardzo poszukiwani. Klienci chcą by każda część produktu była naturalna.

Scott tłumaczy, „składniki botaniczne były używane przez tysiące lat, więc posiadamy dobre rozumienie i dużą wiedzę o zagrożeniach i korzyściach z użycia tych składników, podczas gdy o wielu składnikach syntetycznych nie mamy podstawowych informacji. Niezaprzeczalna jest podstawowa synergia którą organizm ludzki posiada z roślinami. Kiedy używamy ich w pielęgnacji skóry, mają działanie zdrowotne, odżywcze i odmładzające.”

Istnieją nieustające badania naukowe potwierdzające skuteczność użycia roślin w pielęgnacji skóry. Na przykład wiele badań pokazuje, że kwiaty rumianku, użyte do pielęgnacji skóry, mają działanie przeciwzapalne, sprawiając że są one bardzo ważnym składnikiem dla ludzi z wrażliwą skórą, cierpiących na odczyny zapalne.  „Rośliny są wspaniałe dla cery” mówi Scott „ a także dają więcej korzyści niż tylko kosmetyczne. Na przykład olejki eteryczne pomagają zbalansować umysł i ciało poprzez swój zapach.”

Swobodne prawo metkowania produktów w świecie kosmetyki, pozwalają firmom na poetycką inwencję twórczą w nazywaniu ich produktów jako naturalnych czy organicznych, nawet jeżeli zawierają śladowe ilości substancji naturalnych.  Wiele substancji naturalnych zostało przekształconych syntetycznie, aby były łatwiejsze do użycia w recepturze, ale firmy nadal nazywają je składnikami naturalnymi.  „ Zupełnie inną sprawą jest jakiego poziomu naturalności wymaga klient. Dla niektórych jest wystarczające jeżeli produkt pozostaje naturalny w 90%, z 10% udziałem składników syntetycznych. Inni żądają w 100% naturalnych produktów, bez nawet kropli syntetyku.  Dodatkowym zabezpieczeniem jest produkt certyfikowany. Oczywiście wszystko to dużo kosztuje i czym  bardziej naturalny jest produkt i czym więcej ma certyfikatów, tym będzie droższy.”

W stosunku do produktów, które nie mają certyfikatu organiczności, dobrym pomysłem jest zostanie detektywemJ Procent składników naturalnych i syntetycznych nie musi być podawany na opakowaniu, chyba że producent chce Ci to przekazać. Jednym z prostych sposobów, żeby się przekonać czy produkt jest naturalny jest spojrzenie na listę składników, jeżeli wygląda ona bardziej jak z lekcji biologii niż z lekcji chemii, jest to dobry znak, że produkt jest raczej naturalny. Składniki są podawane w kolejności od największej zawartości do najmniejszej w produkcie, więc dobrze jest jeżeli biologiczne składniki dominują na początku listy. Jeżeli chodzi o zapachy, jest kolosalna różnica pomiędzy olejkiem zapachowym a olejkiem eterycznym. Jeżeli na etykiecie jest podane:  grapefruit fragrance oil, a nie Citrus Paradisi (botaniczna nazwa grejpfruta) lub grapefruit essencial oil, to wtedy jest to zapach syntetyczny.

Przykłady naturalnych konserwantów:

– grapefruit seed extract

-rosemary extract (anty-oksydant)

– vitamin E (anty-oksydant)

– essencial oils

-benzyl alcohol

-ethanol