Archiwum kategorii: Zdrowie, styl życia

Tu znajdziesz różne artykuły na szeroko pojęte tematy ekologiczne, związane z urodą i zdrowym stylem życia.

10 domowych sposobów na poparzenia słoneczne

Kąpiele słoneczne i zabawa na świeżym powietrzu sprawiają nam niesamowitą frajdę. Przebywanie na słońcu jest niezwykle ważne dla naszego samopoczucia, choć dermatolodzy najchętniej kazaliby nam siedzieć w piwnicy:)Potrzebujemy także słońca do wytwarzania witaminy D, niestety łatwo jest przesadzić i wówczas pojawiają się bolesne poparzenia.

Na szczęście w dość łatwy sposób możemy sobie z nimi poradzić za pomocą rzeczy znalezionych w kuchni.

Co możesz zrobić by pomóc sobie lub innym? Oto 10 najlepszych wskazówek, co robić gdy skóra jest czerwona i piecze po pobycie na słońcu:

  1. Pij dużo wody – jeżeli twoja skóra jest spieczona, ty także jesteś! Pij dużo wody podczas leczenia oparzeń słonecznych.Dobre nawilżenie pomaga w lepszym i szybszym gojeniu oparzeń. Dobre nawilżenie organizmu poznasz po tym, że twój mocz jest prawie bezbarwny.
  2. Pokochaj Aloes – To jest powód dla którego dobre kosmetyki naturalne np. Miessence są oparte na bazie żelu aloesowego a nie wody.  Aloes ma niesamowite właściwości gojące, kojące, antybakteryjne i nawilżające.  Jest używany do leczenia podrażnień, zadrapań, mniejszych przecięć i oparzeń pierwszego i drugiego stopnia. Ostatnie badania wykazały, że aloes stymuluje wzrost komórek (keranocytów warstwy podstawnej). Użyj kosmetyku na bazie aloesu lub  żelu aloesowego. A  jeżeli hodujesz aloes w domu, przetnij liść i tkanką ze środka nasmaruj skórę.
  3. Uzupełnij antyoksydanty – antyoksydanty zawarte w kosmetykach, zmniejszą stan zapalny, ale najlepiej jest uzupełnić je także od środka. Mnóstwo antyoksydantów ma zielona herbata, jagody, jeżyny, czerwone wino, czekolada i inne pokarmy.
  4. Wykąp się z owsem -zalej 1 filiżankę płatków owsianych gorącą wodą. Poczekaj chwilę aż zmiękną a potem dodaj je do chłodnej kąpieli. Taka kąpiel to znakomita ulga dla spalonej skóry.
  5. Tarte ziemniaki ! – Zmiksuj lub utrzyj umyte ziemniaki, aby powstała papka. Ziemniaczaną papkę nałóż na skórę i zabezpiecz gazą. Co godzinę zmieniaj okład. Rób okłady kilka razy dziennie aż do momentu gdy ból minie.
  6. Sałata- zielona ulga  – ugotuj liście sałaty w wodzie. Następnie przelej płyn przez sitko, ochłodź w lodówce i zrób okłady na skórę.
  7. Jogurt? Tak poproszę! -naturalny  jogurt bez cukru jest świetny na wszelkie podrażnienia. Możesz go nakładać na całe ciało, wszędzie gdzie piecze, swędzi i boli, nawet na miejsca intymne.  Potrzymaj chwilę, a następnie spłucz wodą.
  8. Czas na herbatę– jeżeli spieczone są okolice oczu, możesz zrobić okłady z zimnej, czarnej herbaty. Herbata zawiera kwas taninowy, który zmniejsza opuchliznę i łagodzi ból.
  9. Wylecz się nagietkiem lekarskim – napar z nagietka ma właściwości antyseptyczne i przeciwgrzybiczne, zawiera również prekursory witaminy A oraz hormonów co pomaga skórze w gojeniu i odnowie.
  10. Ałun- dezodorant nie tylko pod pachy– być może masz w domu naturalny dezodorant ałunowy. Jest on bardzo dobry nie tylko jako dezodorant, ale także na poparzenia, oraz wszelkie schorzenia przebiegające z opuchlizną i stanem zapalnym. Nawilż go wodą i posmaruj porażnioną skórę.

Oczywiście najlepszym sposobem przeciw oparzeniom jest umiejętne korzystanie ze słońca:)

Bezpieczeństwo stosowania kosmetyków – raport

Przedstawiamy tłumaczenie raportu dr Narelle Chenery Dyrektor ds. Badań i Rozwoju, Miessence: Co roku, cały cywilizowany świat wydaje ogromne ilości pieniędzy na środki higieny osobistej. Ale czy przemysł warty rocznie 35 mln dolarów troszczy się o swoich klientów? Odpowiedź może zaskoczyć każdego, kto zainteresuje się nieco bardziej składem kosmetyków. Nigdy wcześniej łacińskie powiedzenie ‘caveat emptor’ (niech kupujący się strzeże), nie było bardziej trafne. Chemikalia o których wiemy, że są związane z rakiem i wadami wrodzonymi, nie powinny być używane w kosmetykach. Jednak najnowsze badania niektórych popularnych marek szamponów, dezodorantów, kremów do twarzy i innych kosmetyków codziennego użytku wskazują, że w rzeczywistości takie niebezpieczne związki chemiczne są w nich zawarte. I badania wskazują, że wiele z tych substancji znajduje się na naszych ciałach, w mleku matek i w naszych dzieciach. Czy na pewno ta ilość jest za mała żeby nam zrobić szkodę? Faktycznie, istnieje wiele przypadków, w których konsumenci kosmetyków odczuwają natychmiastową, nieodwracalną szkodę z powodu działań niepożądanych kosmetyków. Jednym z nich jest przypadek stylisty włosów Jennifer Arc, który doznał nieodwracalnej szkody z powodu wysokiego poziomu toksycznego formaldehydu w produkcie do prostowania włosów „Brazillan Blowout”. Producent w końcu zgodził się na wypłatę odszkodowania w kwocie 4.5 mln dolarów, ale nadal sprzedaje produkt. I to całkiem legalnie!Jest też przypadek Tonji Millet, która zgłosiła na infolinię, że produkt do wygładzania włosów  Infusion Suave Professionals stopił jej włosy. Mimo tego producent Unilever zdecydował się ponownie wprowadzić ten produkt na rynek w 2012r.

toksyczne składniki kosmetyków

 

 

 

 

 

 

Ale to nie tych natychmiastowych skutków ubocznych powinniśmy się bać. Jednym z wyzwań w myśleniu o bezpieczeństwie kosmetyków, jest to że wiele substancji zawartych w kosmetykach nie powoduje natychmiastowych szkód, ale są one toksynami systemowymi. To długoterminowe narażenie na maleńkie ilości toksycznych chemikaliów w wielu kosmetykach, które używamy każdego dnia,  przez całe życie,  jest prawdziwym powodem do niepokoju. Jesteśmy codziennie, wielokrotnie narażani na działanie chemikaliów przemysłowych z wielu różnych źródeł nawet nie mamy o tym pojęcia. Wiele osób rozumie obawy, gdy chemikalia są w ich jedzeniu, ale kosmetyki są tylko na skórze i włosach.

Czy naprawdę mamy się martwić?

Wiele składników kosmetycznych jest zatwierdzonych do użytku branżę, nie dlatego że uważa się, że substancja jest bezpieczna, ale dlatego, że uważa się że nie są one absorbowane przez skórę. A producenci kosmetyków nie przyznają się, że kosmetyki mogą być wchłaniane przez skórę, ponieważ jeśli są wchłaniane to muszą być oznaczane jak leki (i podlegać znacznie surowszym regulacjom). To, że kosmetyki wchłaniają się wgłąb skóry jest dla nas zarówno dobre jak i złe. Dobrze, bo to znaczy, że nasza skóra może być odżywiana z zewnątrz kilkoma wspaniałymi substancjami. Źle, bo to znaczy, że możemy wchłaniać przez skórę, powszechnie używane w kosmetykach składniki, które nigdy nie mogłyby być przyjmowane doustnie (jako żywność lub leki). Poszczególne składniki różnią się ogromnie w ich zdolności do przenikania przez skórę. Niektóre jedynie absorbują się do naskórka, podczas gdy inne mogą łatwo dotrzeć do skóry. Niektóre części ciała absorbują chemię znacznie łatwiej niż inne – usta, skóra pod pachami i wokół oczu jest bardziej podatna niż reszta ciała.  Problem polega również na tym, że kosmetyki zawierają dodatkowe składniki, które ułatwiają penetrację innym, więc łącznie przenikanie jest szybsze i głębsze. Ale to tylko troszkę, na pewno nie będzie mnie zabić? Niestety, istnieje bardzo niewiele badań by udokumentować zagrożenie dla zdrowia niskich dawek i wielokrotnych ekspozycji  mieszanin chemicznych, takich jak te w produktach higieny osobistej. Ale brak danych nie powinien być mylony z dowodem bezpieczeństwa. Załóżmy, że wykonujesz swoją standardową poranną higienę. Będziesz prawdopodobnie używać szamponu, odżywki i myjesz ciało pod prysznicem. Następnie stosujesz jakiś dezodorant i balsam do ciała. Następnie na twoją twarz: mycie, tonik, krem nawilżający, podkład, szminka i tusz do rzęs, co najmniej. Teraz stylizacja włosów pianka, lakier do włosów, a może serum do prostowania. Następnie od góry do dołu sprayowanie perfumami. To jest 15 produktów z których każdy zawiera kilkanaście możliwych składników. Environmental Working Group (EWG) przebadała 2300 osób w ramach swoich badań nad  składnikami kosmetycznymi i stwierdziła, że przeciętny dorosły wykorzystuje codziennie 9 produktów higieny osobistej, z 126 unikalnymi składnikami chemicznymi. Więcej niż jedna czwarta wszystkich kobiet i jeden z każdych 100 mężczyzn używa co najmniej 15 produktów codziennie (www.ewg.org/reports/bodyburden/).

Ale przecież władze na pewno nie pozwolą by niebezpieczne produkty znalazły się na półkach sklepowych? „Konsumenci uważają, że” jeśli jest to na rynku, nie może mnie zranić”. I ta wiara jest czasem błędna.  Możesz być zaskoczony tym, że przemysł kosmetyczny podlega samoregulacji. Od producentów nie jest wymagane przeprowadzenie niezależnego badania bezpieczeństwa przed wprowadzeniem na rynek nowych produktów lub substancji chemicznych. Zadziwiające jest, że 89% z 10500 składników stosowanych w przemyśle kosmetycznym, nigdy nie było ocenianych pod kątem bezpieczeństwa przez jakąkolwiek instytucję publiczną. Gdy tylko produkt znajdzie się na rynku, bardzo ciężko jest o jednoznaczny dowód jego działania aby go z niego usunąć. Bardzo trudno jest udowodnić związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy jakimś schorzeniem a używaniem określonego kosmetyku. (…) Naukowcy z Environmental Working Group (EWG) zidentyfikowali ponad 10.500 chemikaliów przemysłowych używanych jako składniki kosmetyków, w tym rakotwórczych, pestycydów, toksyn  zaburzających gospodarkę hormonalną, plastyfikatorów, środków odtłuszczających i powierzchniowo czynnych. Te syntetyczne substancje chemiczne mogą mieć negatywny wpływ na skórę (dermatozy kontaktowe) lub mogą akumulować się w organiźmie wchłaniając się przez skórę, co ostatecznie prowadzi do różnych problemów zdrowotnych. Podsumowanie EWG bezpieczeństwa użycia kosmetyków było następujące:

• Tylko 28 z 7500 przeanalizowanych przez nas produktów były w pełni ocenione pod względem bezpieczeństwa. Wszystkie pozostałe produkty – 99,6 %  zbadanych – zawierały  jeden lub więcej składników, nigdy nie ocenionych pod względem potencjalnych skutków dla zdrowia.

• Jeden na 120 produktów na rynku zawiera składniki ocenione przez instytucje rządowe,jako pewne lub prawdopodobne czynniki rakotwórcze człowieka. Wśród tych produktów były szampony, płyny, podkłady do makijażu i balsamy do ust. Zadziwiające jest, że jedna trzecia wszystkich produktów zawiera jeden lub więcej składników sklasyfikowanych jako mogące działać rakotwórczo na  człowieka.

• w 71  farbach do włosów znajdowały składniki pochodzące z rakotwórczej smoły węglowej.

• 55 % wszystkich ocenianych produktów  zawierało składniki  „zwiększające przenikanie”, które zwiększają penetrację danego produktu przez skórę i do krwiobiegu, zwiększając narażenie konsumentów na penetrację również innych składników. Znaleźli 50 produktów zawierających składniki zwiększające przenikanie w połączeniu ze znanymi lub ewentualnymi substancjami rakotwórczymi.

• Prawie 70 % wszystkich produktów zawiera składniki, które mogą być zanieczyszczone.

• 54 produkty naruszają zalecenia dotyczące bezpiecznego stosowania określonych przez panel ekspertów kosmetycznych.

Przykłady obejmują niebezpieczne składniki znalezione  w produktach dla dzieci. Znaleziono niebezpieczne substancje do stosowania na zranienia lub uszkodzenia skórne, ale zawarte w produktach sprzedawanych specjalnie do użytku na spierzchniętą i uszkodzoną skórę. Znaleziono składniki niebezpieczne po rozpyleniu, ale znajdujące się w produktach w aerozolu.wytwarzanie kosmetyków

 

 

 

 

Problem zanieczyszczeniem 1-4 dioksanem Niedawne badania (2008) na zlecenie Stowarzyszenia Ekologicznego Konsumentów w USA ujawniły obecność rakotwórczych zanieczyszczeń 1,4-dioksanem w  „naturalnych” czy „organicznych” szamponach, płynach do mycia ciała, higieny osobistej i innych produktach do sprzątania w domu. Trzeba zaznaczyć, że certyfikowane produkty organiczne nie zawierały toksyny. Agencja Ochrony Środowiska (EPA) uważa, 1,4-dioksan za prawdopodobny czynnik rakotwórczy u ludzi, w oparciu o „indukcję raka  jamy nosowej i raka wątroby u różnych szczepów szczurów, nowotwory wątroby u myszy i raka pęcherzyka żółciowego u świnek morskich ” (EPA, 2003). Już w  w 1982 roku, zespół CIR zauważył, że przemysł kosmetyczny jest świadomy problemu w obecności 1,4-dioksanu  w kosmetykach i czyni wysiłki w celu obniżenia ich poziomu lub usunięcia (CIR 2003, przegląd CHOLETH-24). Ale 18 lat później, USFDA wciąż wyraża obawy o 1,4-dioksan, zauważając że toksyna ta zanieczyszcza szeroki wachlarz produktów. Związek szybko przenika przez skórę i są dowody na powiązanie go z rakiem układowym w badaniu nakładania na skórę (FDA 2000). Oto co niektóre opinie służb zajmujących się środowiskiem i zdrowiem  o 1,4-dioksan … • 1,4-dioksan jest „uważany w  Stanie Kalifornia za  powodującego raka”, a także jest podejrzany o działanie toksyczne na nerki,  na drogi oddechowe,  zgodnie z Kalifornijską Agencją Ochrony Środowiska. • Zgodnie z New Jersey Departament Zdrowia i Usług, 1,4-dioksan „powinien być traktowany jako czynnik rakotwórczy-z najwyższą ostrożnością „. •regulacje federalne w USA uważają siłę dioksyn za wyższą lub taką samą jak wiele pestycydów uważanych za niebezpieczne dla człowieka. • US Consumer Federalna Komisja Bezpieczeństwa Produktów informuje, że: „Obecność 1,4-dioksan, nawet jako zanieczyszczenie śladowe, jest problemem. • USFDA stwierdza: „badania absorpcji przez skórę wykazały, że dioksan łatwo przenika do organizmów zwierząt i ludzi ” • Poziomy 1,4-dioksanu znalezione w wielu produktach do pielęgnacji ciała są 1000 razy większe  uznano za rakotwórcze u zwierząt laboratoryjnych. • Według obliczeń ryzyka przeprowadzonych stosując wytyczne ze stanu Kalifornia  Toxic Enforcement Act, jeden produkt zawierający 1,4-dioksan mógł prowadzić do 970 dodatkowych nowotworów na jeden milion mieszkańców. Nawet jeżeli wynik byłby 10-krotnie przesadzony to i tak zostaje 97 nowotworów. O jakie inne zanieczyszczenia powinniśmy się obawiać? Z analizy EWG (CIR 2003 FDA 2000a, b, UNECE 2004) wynika, że co najmniej 146 składników kosmetycznych mogą zawierać szkodliwe zanieczyszczenia związane z rakiem i innymi poważnymi skutkami zdrowotnymi, w tym 3 z 20 najczęściej używanych składników kosmetycznych. I dlatego, że niektóre z tych składników są tak szeroko stosowane, ogromna większość produktów na rynku mogą być potencjalnie zanieczyszczone. Tlenek etylenu Tlenkiem etylenu może być zanieczyszczone 25 % produktów higieny osobistej na rynku, sądząc z występowania popularnych składników związanych z zanieczyszczeniami tlenku etylenu, takich jak środki powierzchniowo czynne (oksyetylenowane). Tlenek etylenu wykazuje „wyraźne dowody” działania rakotwórczego na gruczoły sutkowe badanych zwierząt zarówno płci żeńskiej jak i męskiej, zgodnie z National Toxicology Program (NTP 2000). Dokonując przeglądu składników produktów  panel CIR jedynie zaznaczył swoje obawy o tlenek etylenu w ramach podsumowania ustaleń: „Z niepokojem zauważyliśmy obecność 1,4-dioksan oraz zanieczyszczeń w postaci tlenku etylenu. Podkreślono znaczenie usuwania tych składników „(CIR 2003). Nitrozoaminy Według naukowców z Uniwersytetu San Jose, częste zanieczyszczenie – nitrozoamina (NDELA) „łatwo wchłania się przez skórę i gromadzi się w narządach, takich jak wątroba, pęcherz, itp., gdzie wywołuje przewlekłe działanie toksyczne „(Matyska i in. 2000). Międzynarodowa Agencja Badań nad czynnikami rakotwórczymi wykazała, że nitrozoaminy są rakotwórcze u wszystkich badanych gatunków zwierząt, w tym ssaków naczelnych. Nie było innego czynnika rakotwórczego który byłby tak rakotwórczy u tak wielu gatunków jak nitrozoaminy. (IARC, 1978, 1982, 1985, 1987) FDA wezwał producentów kosmetyków do dobrowolnego usunięcia z kosmetyków każdego składnika , który może łączyć się z innymi i wytworzyć NDELA i przeprowadzenie dodatkowych badań w celu ustalenia, dlaczego kosmetyki są  zanieczyszczone NDELA (USFDA  1996). Jeszcze bardziej niepokojące są badania sponsorowane przez brytyjski Departament Handlu i Przemysłu. Stwierdzono, że poziom nitrozoamin w niektórych produktach był przekroczony ponad dwukrotnie  w 4 miesiące po otwarciu produktu,  a czterokrotnie w ciągu 17 miesięcy od otwarcia produktu (DTI 1998). Dobra, a nie można tego wszystkiego sprawdzić w łatwy dla mnie sposób? Jak mam odnaleźć toksyczne składniki? Idź teraz do łazienki i sprawdź etykiety na następujące składniki: Ethoxylated surfactants  Mogą być zanieczyszczone z 1,4-dioksanemu i tlenkiem etylenu. Spójrz na wszystko z ‚eth’ w nazwie: „polyethylene glycol’” lub jej skrót „PEG”, ‘polyethylene’, ‘polyoxyethylene’, ‘-eth-’ (np. sodium laureth sulfate), ‘ceteareth’ lub ‘oleth’. Związki aminowe Te substancje chemiczne łączą się  z czynnikami nitrozującymi, tworząc nitrozoaminy. Nitrozoaminy zostały zidentyfikowane jako jeden z najsilniejszych czynników rakotwórczych, które powodują raka u ponad 40 różnych gatunków zwierząt, a także u ludzi. (…).  Samuel Epstein (profesor Environmental Health z  University of Illinois) twierdzi, że powtarzane aplikacje na skórę detergentów opartych na DEA spowodowały znaczny wzrost zachorowalności na raka wątroby i nerek. Szukaj dowolnych składników, z następującymi słowami w nich: • MEA (Monoetanoloamina) • DEA (Dietanoloamina) • TEA (Trójetanoloamina) na przykład Coconut Diethanoamine (z kokosa), Cocamide MEA, Cocamide DEA, DEA-Cetyl Phosphate, DEA Oleth-3 Phosphate, Lauramide DEA, Linoleamide MEA, Myristamide DEA, Oleamide DEA,  Stearamide MEA, TEA Lauryl Sulfate. Środki nitrozujące Następujące substancje chemiczne mogą być powodem zanieczyszczenia nitrozaminą. Nitrozamina jest substancją o udowodnionym działaniu rakotwórczym. • 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol • Cocoyl Sarcosine • DEA or Diethanolamine compounds • Imidazolidinyl Urea • Hydrolysed Animal Protein • Lauryl Sarcosine • MEA or Monoethanolamine compounds • Quaternium-7, 15, 31, 60, etc • Sodium Lauryl Sulfate • Sodium Laureth Sulfate • Sodium Methyl Cocoyl Taurate • TEA or Triethanolamine compounds Formaldehyd podarowany przez konserwanty Konserwanty wymienione poniżej uwalniają podczas działania formaldehyd. Formaldehyd powoduje raka, reakcje skórne, infekcje ucha, bóle głowy, depresję, astmę, bóle stawów, zawroty głowy, splątanie, nudności, zmęczenie, dezorientację, zapalenie żył, wymioty, zaburzenia snu i zapalenie krtani. • Sodium hydroxymethylglycinate (Suttocide)‏ • Imidazolidinyl urea (Germall 115)‏ • Diazolidinyl urea (Germall II)‏ • Quaternium-15 • 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol (Bronopol)‏ • DMDM Hydantoin (Glydant)‏ Czy  „naturalne” i „organiczne” produkty do pielęgnacji ciała są bezpieczne? To zależy od uczciwości danej marki, jeżeli chodzi o regulacje prawne hasła „naturalny” czy „organiczny” nie mają znaczenia. I nigdzie nie są bardziej nadużywane niż w przemyśle kosmetycznym! Rzeczywiście naturalny składnik kosmetyczny, to taki który ekstrahuje się i przetworzona ze źródła roślinnego bez reakcji chemicznej. Jednakże, jeśli używamy takiego określenia na naturalne, zdecydowana większość „Naturalnych kosmetyków” na rynku nie jest naturalna w ogóle! W marketingu przemysłu kosmetycznego definiuje się składnik „naturalny”, jako składnik, który wywodzi się z naturalnego źródła. Tendencja jest dziś taka, że zobaczysz długą nazwę chemiczną, a następnie wyrażenie takie jak „pochodzący z oleju kokosowego”. Nie jest to pomyłka: te „naturalne” (tj. pochodne syntetyczne) składniki zostały wyprodukowane w bardzo przemysłowych procesach chemicznych i z użyciem wielu substancji wspomagających w przetwarzaniu ze składników naturalnych. Jednakże poprzez ten proces straciły swoją naturalność.  Na przykład sodium laureth sulfate (może  pochodzić z orzechów kokosowych) ma stwierdzone niebezpieczne poziomy tlenku etylenu i 1,4-dioksanu. Więc zakup „naturalnych kosmetyków” nie musi gwarantować bezpieczeństwa i czystości użytych składników. Teraz spójrzmy na „organiczny”. Określenie „organiczny” odnosi się do gospodarstwa ekologicznego i systemu zarządzania i zrównoważonej uprawy, który zakazuje stosowanie inżynierii genetycznej, nawozów sztucznych i pestycydów, antybiotyków i sztucznych hormonów wzrostu. Rolnictwo ekologiczne to rośliny rosnących roślin w zdrowej glebie minus chemikalia. Ale co z produktami „organicznymi”? Jeśli organiczny jest  system gospodarki rolnej, to co odróżnia „organiczny” balsam od innych ? Niestety, opis „organiczny” jest prawie bez znaczenia jako „naturalny”. Jest to tylko sposób na „zielony marketing” produktu (forma chwytu w którym „ekologiczność” jest zwodniczo wykorzystywana do marketingu, do stworzenia wrażenia, że produkt jest przyjazny dla środowiska). Chociaż nie ma prostego sposobu żeby sprawdzić, czy „organiczny” produkt jest naprawdę naturalny, to najlepiej jest poszukać logo certyfikacji. Certyfikowany produkt organiczny składa się z minimum 95% składników pochodzących z upraw organicznych (woda oraz minerały nie podlegają certyfikacji). Poświadczony certyfikat organiczności oznacza niezależną stronę trzecią, gwarancję autentyczności i integralność każdego składnika. Jest niezależnie regulowane przez jednostki certyfikujące. Tylko certyfikowane produkty organiczne mogą umieszczać logo na produktach. Jeśli nie ma logo, to produkt nie jest organiczny! (..) Referencje http://csn-deutschland.de/download/SkinDeep.pdf accessed 8/5/14 http://narrative.ly/aint-i-a-woman/the-burn-of-the-beautiful-blowout/ accessed 8/5/14 Cosmetics Ingredient Review (CIR) (2003). 2003 CIR Compendium, containing abstracts, discussions, and conclusions of CIR cosmetic ingredient safety assessments. Washington DC. Cosmetics Ingredient Review (CIR) (2004). CIR information available at http://www.cir-safety.org, accessed May 6 2004. Department of Trade and Industry, UK (DTI) (1998). A survey of cosmetic and certain other skin-contact products for n-nitrosamines. Food and Drug Administration (FDA) (1993). Hair Dye Dilemmas. FDA Consumer. April 1993. Accessed online May 6 2004 at http://vm.cfsan.fda.gov/~dms/cos-818.html. Food and Drug Administration (FDA) (1995). FDA Authority over Cosmetics. Center for Food Safety and Applied Nutrition. Office of Cosmetics and Colors Fact Sheet. February 3 1995. Accessed online May 6 2004 at http://www. cfsan.fda.gov/~dms/cos-206.html. Food and Drug Administration (FDA) (1996). Are nitrosamines in cosmetics a health hazard? Accessed online May 6 2004 at http://vm.cfsan.fda.gov/~dms/qa-cos25.html. Updated November 1996. Food and Drug Administration (FDA) (1999). Diethanolamine and Cosmetic Products. Office of Cosmetics and Colors Fact Sheet. Dec 9, 1999. Accessed online May 6 2004 at http://vm.cfsan.fda.gov/~dms/cos-dea.html. Food and Drug Administration (FDA) (2000). Cosmetics Compliance Program. Domestic Cosmetics Program. July 31, 2000. Accessed online May 20 2004 at http://www.cfsan.fda.gov/~comm/cp29001.html. Trade Practices (Consumer Product Information Standards) (Cosmetics) Regulations 1991 Chemicals Known to the State (CA) to Cause Cancer or Reproductive Toxicity. 12/8/06.www.oehha.ca.gov/prop65/ prop65_list/files/P65single120806.pdf Hazardous Substance Fact Sheet. NJ Department of Health and Senior Services.www.state.nj.us/health/eoh/ rtkweb/0789.pdf 1,4-Dioxane (1,4-Diethyleneoxide). Hazard Summary – Created in April 1992 ; Revised in January 2000. www.epa. gov/ttn/atw/hlthef/dioxane.html Compare with oral slope factor for another probable human carcinogen, captan:“Captan. Hazard Summary-Created in April 1992; Revised in January 2000.” www.epa.gov/ttnatw01/hlthef/captan.html 1,4-Dioxane (1,4-Diethyleneoxide). Hazard Summary—Created in April 1992;Revised in January 2000. US Environmental Protection Agency. www.epa.gov/ttn/atw/hlthef/dioxane.html Bioassay of 1,4-Dioxane for possible carcinogenicity (CAS No. 123-91-1).National Toxicology Program, TR-80. Reif, A.E. “Synergism in carcinogenesis.” J Natl Cancer Institute, 1984 Jul; 73(1): 25-39. www.ec.europa.eu/consumers/dyna/rapex/create_rapex.cfm?rx_id=99 Steinman, D. & Epstein, S. The Safe Shopper’s Bible.New York, NY: Macmillan, 1995, pp. 190-196. Food Cosmet Toxicol. 1982 Apr;20(2):165-9 N-nitroso-N-methyldodecylamine and N-nitroso-N-methyltetradecylamine in hair care products. Hecht SS, Morrison JB, Wenninger JA. Food Cosmet Toxicol. 1981 Apr;19(2):233-5. Analysis of nitrosodiethanolamine in the products of cosmetic industry Klein D, Girard AM, de Smedt J, Fellion Y, Debry G. Food Cosmet Toxicol. 1977 Oct;15(5):423-30. N-Nitrosodiethanolamine in cosmetics, lotions and shampoos. Fan TY, Goff U, Song L, Fine DH, Arsenault GP, Biemann K. Spath, D.P. “1,4-Dioxane Action Level.” 3/24/98. Memorandum from Spath, Chief of the Division of Drinking Water & Environmental Management, Dept. of Health Services, 601 N. 7th St., Sacramento, CA 95814 to George Alexeeff, DeputyDirector for Scientific Affairs, Office of Environmental Health Hazard Assessment. www.oehha.ca.gov/water/ pals/pdf/PAL14DIOXAN.pdf

Dlaczego kobiety chcą być piękne ? A mężczyźni niekoniecznie.

Czym jest piękno? Dlaczego uważamy je w ogóle za jakąś wartość? Przecież w zasadzie moglibyśmy żyć beż pięknych przedmiotów i bez upiększania siebie. Dlaczego ludzie chcą płacić więcej za rzeczy, które są ładniejsze, choć równie funkcjonalne jak inne.

Dlaczego dzieła sztuki, choć na dobrą sprawę, wcale nie są potrzebne do życia, osiągają tak zawrotne ceny?

Odpowiadając na te pytania, nie sposób nie zauważyć, że piękno ma dla człowieka niezwykłą wartość. Choć nie służy ono przetrwaniu, to jednak w znaczący sposób poprawia jakość życia. Coś co jest piękne ma dla człowieka przewagę nad tym co jest brzydkie. Ludzie wolą piękne samochody, piękne domy i piękne krajobrazy od brzydkich.
Również sami staramy się maksymalnie upiększyć. Dlaczego?
Ma to bardzo silne uzasadnienie w naturze człowieka i jego ewolucji. To co jest piękne, jest również zazwyczaj zdrowe. Piękne jabłko nie kryje w sobie zgnilizny, piękne zwierzę o lśniącym futerku i zgrabnych ruchach jest zdrowe i nie ma wścieklizny, więc można bezpiecznie je zjeść.
Piękny, symetrycznie zbudowany partner/ partnerka oferują dobre geny do przekazania potomstwu. Dlatego  ludzie preferują raczej rzeczy symetryczne, o jednolitej powierzchni i równomiernym ubarwieniu. Poprzez wiele wieków ewolucji ludzie nie posiadali testów weterynaryjnych, ani żadnych innych i to, czy dana żywność jest bezpieczna, oceniali tylko na podstawie wyglądu zewnętrznego. To pozwoliło im stworzyć pewien ideał, który współcześnie utożsamiamy z pięknem.  Jest to odczucie subiektywne, dlatego każdy z nas nieco inaczej ocenia to co widzi. Jest jednak pewna podstawa na której jesteśmy zgodni co jest piękne a co nie jest. Jeżeli poprosimy ludzi o wybór najpiękniejszej brzoskwini, to wszyscy uznają zdrowy owoc za piękny a zgniły za brzydki, niezależnie czy oceniający pochodzą z Europy, z Ameryki czy Afryki.
Mimo, że obu płciom równie mocno zależy na zdobyciu partnera, to kobiety dużo więcej czasu poświęcają na pielęgnację urody niż mężczyźni. To o kobiecie mówi się, że nie powinna być gorsza od anioła, natomiast mężczyzna może być tylko trochę lepszy od diabła. Dlaczego tak jest?
No cóż, ta nierówność między płciami, również jest  spowodowana  brutalną grą ewolucyjną.
Jeżeli chodzi o dobór naturalny, mężczyźni i kobiety kierują się różnymi kryteriami przy wyborze partnera.
Mężczyzna od dawien dawna był postrzegany jako osoba, która powinna przynieść dostatek rodzinie. I zresztą w wielu przypadkach do dziś jest tak postrzegany. Przez wieki ewolucji kobiety  dostarczały rodzinie mniej dóbr materialnych, ponieważ zajęte były wychowywaniem dzieci i dbaniem o domostwo. Oczywiście, niezwykle trudno jest upolować mamuta, gdy się jest w ósmym miesiącu ciąży, a do tego pod opieką ma się jeszcze dwójkę  maluchów. Pamiętajmy, że kiedyś małymi dziećmi nie bardzo mógł się opiekować tatuś, ponieważ karmiło się je piersią, a butelek nie było w ogóle. Z takich uwarunkowań wynikało, że kobieta potrzebuje mężczyzny by o nią zadbał i dostarczył wszystkiego, czego rodzina potrzebuje. Przez wiele, wiele wieków kobiety utrwaliły w sobie przeświadczenie, że potrzebują partnera, który zapewni im dostatek i bezpieczeństwo w wychowaniu potomstwa. Samotna matka kilka tysięcy lat temu, miała minimalne szanse na wychowanie potomstwa.  Przez ostatnie dziesięciolecia zaszły spore zmiany w życiu społecznym i obecnie kobiety dobrze sobie radzą także bez opieki mężczyzny. Jest to jednak zbyt krótki czas w ewolucji, by spowodować głębokie zmiany w naszym zachowaniu.
Uroda u mężczyzny, też jest dla kobiety ważna. Tylko nie aż tak bardzo, ponieważ urodziwy lekkoduch, który nie upoluje nic na obiad, jest raczej kiepskim kandydatem na męża. Dlatego kobiety, gdy myślą poważnie o związku, szukają przede wszystkim mężczyzn bogatych, posiadających władzę i ustatkowanych.
Właśnie dlatego mężczyzna przede wszystkim stara się zaimponować kobiecie dostatkiem materialnym a nie urodą. To dlatego faceci uwielbiają drogie samochody, bajeranckie komórki i komputery. To ich sposób na powiedzenie: „spójrz,  stać mnie na to”.
Takie uwarunkowania ewolucyjne, wyjaśniają także dlaczego młode kobiety często zgadzają się na związek ze starszym, aczkolwiek majętnym partnerem. Właśnie on posiada wszystko, czego szuka partnerka i myślę, że one naprawdę szczerze ich kochają.
Mężczyźni natomiast szukają partnerki, która urodzi i wychowa zdrowe potomstwo. Ma być przede wszystkim zdrowa, silna i młoda, by podołać temu zadaniu.
W czasach gdy testy medyczne nie istniały, o zdrowiu i sile kobiety świadczyła wyłącznie jej uroda. Taka kobieta gwarantowała sukces reprodukcyjny. Faceci zapewne myśleli sobie, skoro mam się dzielić pożywieniem, to przynajmniej z kimś kto mi urodzi 10 dzieciaków. Więc kobiety chcąc uzyskać ochronę oraz źródło wszelkich korzyści materialnych starały się być coraz piękniejsze i piękniejsze. To dążenie do urody doprowadziło do wielu absurdów:) Pierwotne instynkty są tak silne, że kobiety robią różne dziwne rzeczy, np.   wypchają się silikonem , byle podobać się facetom.
Świat się zmienia i powoli osiągamy równouprawnienie. Wraz z nim powinny zajść zmiany w społeczeństwie i mam nadzieję, że pójdą one w tym kierunku równego dbania o urodę. To znaczy, że kobiety troszeczkę odpuszczą, darują sobie szkodliwe dla zdrowia praktyki, a mężczyźni troszkę bardziej się postarają.

Czy to alergia ? Jak sprawdzić czy mamy alergię na dany kosmetyk.

Z reakcjami alergicznymi jest wiele zamieszania, często nie jesteśmy w stanie sprawdzić co wywołuje u nas daną reakcję i czy to jest w ogóle alergia. Aby sprawdzić czy jesteśmy uczulone na dany kosmetyk należy nałożyć go na przedramię ( od środkowej strony). Nakładać należy czystym palcem, ponieważ aplikatory (pędzle, waciki itp.) również mogą być odpowiedzialne za reakcję. Potem nie należy myć tego miejsca przez 48 godz., ani stosować tam innych substancji. Jeżeli pojawi się obrzęk, zaczerwienienie, bąble, łuszczenie się naskórka- niestety jest to reakcja alergiczna. Często zdarza się, że dany kosmetyk na ramieniu nie wykazuje reakcji a na twarzy tak. Są tego różne przyczyny: – Może to nie być alergia, ale po prostu podrażnienie. Każdy kosmetyk jest badany na to czy nie powoduje podrażnień, ale badania te wykonywane są na małej grupce osób, zdrowych (bez alergii) co oznacza, że są one bezpieczne tylko dla jakiegoś procentu osób. Zawsze znajdą się osoby, które ten kosmetyk będzie podrażniał. Najczęściej testowane są tylko poszczególne składniki kosmetyku, a nie całość. W rezultacie gdy kosmetyki zawierają po kilkadziesiąt składników, na dodatek używamy kilku na raz w różnych kombinacjach, tak naprawdę nikt nie jest w stanie określić jak zachowa się nasza skóra. Dlatego silni alergicy powinni na przedramieniu testować całą kombinację kosmetyków, które aktualnie stosują. Szkoda ryzykować twarzą ! – tak jak napisałam wyżej- kosmetyki łącząc się ze sobą na skórze, tworzą kombinację, która nas uczuli i np. nie mamy alergii na krem i tonik oddzielnie, ale gdy użyjemy ich razem pojawi się odczyn. – kosmetyk nie uczula nas od razu ale po jakimś czasie używania. Może to być spowodowane niewłaściwym przechowywaniem, starzeniem się kosmetyku, zbieraniu się w nim różnych brudów (np. roztoczy, pyłków). Występuje też tzw. marsz alergiczny, organizm zaczyna uczulać się na coś na co wcześniej nie reagował. Składniki kosmetyków mogą rozkładać się na skórze pod wpływem słońca, powodując reakcję w miejscach narażonych na naświetlanie. UWAGA: alergia to choroba, nie lekceważ jej nawet jeżeli masz niewielkie problemy. Niestety mogą one pogłębić się w przyszłości. Jeżeli zauważysz u siebie podrażnienie, bądź reakcję alergiczną na jakikolwiek kosmetyk natychmiast zaprzestań używania go i zmyj go z siebie. Nie licz na to, że skóra się do niego przyzwyczai. Przechowuj składy kosmetyków, które cię uczuliły. Być może porównując je znajdziesz jeden składnik odpowiedzialny za alergię. Będziesz wtedy mogła go unikać przy następnych zakupach. JEŻELI CIERPISZ NA SILNĄ ALERGIĘ, TESTUJ KAŻDY NOWY KOSMETYK, NAKŁADAJĄC GO NA PRZEDRAMIĘ Z INNYMI KTÓRYCH AKTUALNIE UŻYWASZ. Sprawdzaj składy nowo kupionych produktów, producenci zmieniają je czasem bez ostrzeżenia.

Kto testuje na zwierzętach?

Minione stulecie było czasem ogromnego rozwoju wszelkich nauk, w tym również kosmetologii.  Na masową skalę zaczęto wykorzystywać zwierzęta do oceny bezpieczeństwa i skuteczności kosmetyków.  Miliony zwierząt zginęły w męczarniach:( Uważam jednak, że nie możemy całkowicie potępiać tego procederu. Był to jednak przełom i duży postęp zważywszy, że wcześniej w ogóle nie badało się bezpieczeństwa kosmetyków. Wcześniejszy brak jakichkolwiek testów na kosmetykach skutkował chorobami a nawet śmiercią używających ich osób. Na przykład na początku XX wieku, dzięki odkryciom Marie Curie-Skłodowskiej, dodawano do pomadek promieniotwórczego radu ! Był bardzo modny, a poza tym świecił w ciemnościach, niestety wywoływał również chorobę popromienną i śmierć wielu kobiet.

Dzięki milionom zwierzęcych istnień możemy teraz cieszyć się bezpiecznymi kosmetykami.  Ogromna większość substancji stosowanych w kosmetyce została wielokrotnie przebadana, więc wydaje się że dalsze testy są zbędne.  Na szczęście, opracowano również inne metody oceny bezpieczeństwa czy skuteczności kosmetyków, które nie wymagają użycia zwierząt. Dzięki temu obecnie możliwe jest  całkowite zrezygnowanie z testów na zwierzętach.

Oczywiście nie zawsze zdawano sobie sprawę z tego, że zwierzęta odczuwają tak jak ludzie. Myślę, że gdy zaczynano eksperymenty na zwierzętach, ludzie nie traktowali ich jakoś inaczej niż np. taboret czy szafę. Ta świadomość społeczna dopiero się budowała i powoli zaczął narastać społeczny sprzeciw przeciwko takim praktykom. W Europie dzięki ogromnej kampanii społecznej, udało się zmusić ustawodawców do ustanowienia praw chroniących zwierzęta. Odbywało się to w latach 90-tych, dlatego Polska, targana zupełnie innymi problemami,  w tej kampanii nie uczestniczyła. Prawo istniejące obecnie w Unii Europejskiej jest wyjątkowe w całym świecie. I chociaż wiele jeszcze mamy do zrobienia w zakresie przeciwdziałania okrucieństwu wobec zwierząt, to jesteśmy jednak w światowej czołówce.  Obecnie obowiązuje całkowity zakaz testowania kosmetyków i wszelkich substancji kosmetycznych na zwierzętach! Zakaz również dotyczy sprzedaży na terenie Unii Europejskiej kosmetyków, które były testowane na zwierzętach.

Zobacz na diagramie w jaki sposób zmieniało się prawo w tej kwestii:Prawo Unii Europejskiej dotyczącej testów na zwierzętach

Niestety tak unikalne prawo dotyczy wyłącznie Unii Europejskiej. W  każdym innym miejscu na świecie, firmy mogą, a czasem wręcz muszą, wykonywać testy na zwierzętach, by dopuścić dany kosmetyk do obrotu.

Również w UE nadal można wykonywać doświadczenia na zwierzętach, jeżeli dotyczą one leków oraz suplementów diety. I jak na razie nie widać niestety możliwości zastąpienia tych doświadczeń innymi badaniami. Co możemy zrobić w tej sprawie? No myślę, że możemy się zastanowić zanim kupimy nową paczkę witamin, czy na pewno jest to nam potrzebne. Może zamiast magnezu kupimy gorzką czekoladę, a zamiast witaminy A – marchewkę? Dzięki temu możemy ocalić kilka istnień.

Zastanawiasz się teraz pewnie, dlaczego na niektórych twoich kosmetykach nadal widnieje znaczek króliczka, z napisem „nie testowane na zwierzętach”. Obecnie jest to głównie chwyt reklamowy, ponieważ nie każdy konsument wie o nowym prawie. Być może również ten kosmetyk jest eksportowany do kraju, gdzie takie testy są dozwolone i dlatego jest tak oznaczony.

Na świecie jest jeszcze wiele do zrobienia i możemy to zrobić wspólnie, tak samo jak społeczność UE  wymusiła zmianę prawa w Europie.

Jeżeli chcesz się przyłączyć to poniżej znajdziesz link do organizacji walczącej o zakaz testów kosmetyków na zwierzętach na całym świecie:

www.crueltyfreeinternational.org

Bezpieczeństwo używania kosmetyków -kosmetyki do okolic oczu

Z każdej strony jesteśmy straszone, że używanie takich czy innych kosmetyków jest niebezpieczne. Z drugiej strony, chyba mało kto wyobraża sobie życie we współczesnym świecie, całkowicie pozbawione kosmetyków.

Dlatego opiszę co może  nam grozić podczas upiększania się. Artykuł jest oparty na danych FDA (Food and Drug Administration- amerykańska agencja ds. bezpieczeństwa żywności, leków i kosmetyków). Opieram się na amerykańskich danych dlatego, że jest to największa tego typu instytucja na świecie i zbadała najwięcej przypadków. Poza tym jest bardzo restrykcyjna, więc mamy pewność, że bezpieczeństwo jest priorytetem w jej działalności.

Dzisiaj o kosmetykach przeznaczonych do użycia w okolicach oczu. Jest to strefa ludzkiego ciała szczególnie delikatna i narażona na wszelkiego typu niebezpieczeństwa. Nie dość, że skóra jest w tym miejscu cienka i słabo natłuszczana, to jeszcze bardzo blisko stąd do śluzówki i oka, które są bardzo wrażliwe.

Najpoważniejsze zagrożenie

Największym zagrożeniem, najpoważniejszym w skutkach i do tego najczęstszym, jest używanie kosmetyków w samochodzie. Malując się w drodze do pracy narażasz się na groźne obrażenia gałki ocznej, nawet jeżeli jesteś tylko pasażerką. Nawet gdy samochód stoi, np. na światłach, nigdy nie wiesz czy jakiś inny w niego nie uderzy.  Zachowanie higieny w samochodzie, też jest utrudnione. Z tych powodów powinnaś jak ognia unikać robienia makijażu podczas jazdy.

Po drugie czystość

Drugim najczęstszym problemem są zakażenia gałki ocznej pochodzące od kosmetyków. Każdy kosmetyk (nie tylko do oczu) powinien być czysty mikrobiologicznie  w chwili sprzedaży.  Niestety nieprawidłowe ich używanie w czasie późniejszym może prowadzić do zanieczyszczenia go niebezpiecznymi grzybami czy bakteriami. Zakażenie tymi mikrobami, w rzadkich przypadkach może prowadzić nawet do ślepoty.

Przede wszystkim nie pożyczaj nikomu swoich kosmetyków do oczu, ani też nie używaj cudzych. Nigdy nie kupuj używanych czy otwartych kosmetyków, choćby cena była najbardziej korzystna. Niech Cię nigdy nie kusi, żeby wypróbować tester w sklepie na własnych powiekach czy rzęsach.  Bardzo rozpowszechnione teraz rozdawnictwo, wymiany, zamiany używanych kosmetyków, może być bardzo niebezpieczne. Zakażenie oczu są naprawdę paskudne i lepiej ich uniknąć niż leczyć.

Poza tym, jeżeli sama cierpisz na jakąkolwiek infekcję oka, zaprzestań używania kosmetyków aż do wyleczenia. Po wyleczeniu wypierz dokładnie swoje pędzle i inne aplikatory, wymień tusz do rzęs na nowy. Powinnaś też wyrzucić kredki do oczu, jeżeli używasz je na „linii wodnej” czyli wewnątrz oka.

Nie wolno również ślinić kosmetyków, aplikatorów, ścierać śliną źle namalowanej kreski itp. Drobnoustroje znajdujące się w jamie ustnej, niekoniecznie muszą być przyjazne dla oka. Szczególnie  musisz uważać jeżeli masz opryszczkę. Wirus opryszczki przeniesiony do gałki ocznej jest bardzo niebezpieczny.

Oczywiście regularnie należy dbać także o higienę aplikatorów.. Nawet jeżeli używasz kosmetyków na których nie mogą rozwijać się mikroby (np. czyste cienie mineralne) to aplikator zbiera z twojej skóry sebum, resztki kosmetyków  i na tej pożywce mogą zacząć rosnąć bakterie. Kosmetyki takie jak tusz do rzęs, eye-linery, kredki do oczu, które używa się na „linii wodnej”, należy często wymieniać, najlepiej raz na kwartał, bo niestety to one niosą największe ryzyko zakażenia.

Nie wolno również zostawiać kosmetyków w ciepłym miejscu, np. trzymać ich na kaloryferze, czy w samochodzie. Wysoka temperatura znacznie przyspiesza rozkład substancji znajdujących się w kosmetykach.

Po trzecie składniki

Na pewno wiesz, że każdy kosmetyk musi posiadać deklarację składników na etykiecie i mam nadzieję, że nigdy nie kupujesz takich, które tej deklaracji nie mają. Jeżeli opakowanie kosmetyku jest zbyt małe, jest dopuszczalne, aby deklaracja znajdowała się na zbiorczym opakowaniu, tak aby była dostępna dla klienta w sklepie. Podczas sprzedaży internetowej, deklaracja składników musi być dostępna na stronie internetowej.

Jeżeli chodzi o kosmetyki do okolic oczu to szczególnie należy zwrócić uwagę na środki zapachowe oraz barwniki.

Wszelkie środki zapachowe, nawet te naturalne mogą silnie podrażniać i uczulać, dlatego kosmetyki do oczu najlepiej kupować bezzapachowe. Na szczęście większość kosmetyków jest produkowanych właśnie bez zapachu.

Natomiast z barwnikami mamy większy problem, bo poza podrażnieniami, mogą spowodować trwałe zabarwienie białka oka. Dlatego podlegają one szczególnym przepisom, bo żadna z nas nie chciałaby mieć przecież trwale żółtych białek oczu. W Unii Europejskiej oraz USA jest opublikowana specjalna lista składników dopuszczonych do stosowania w kosmetykach. Są to składniki przebadane i uznane za bezpieczne. Dodatkowo, jest także lista składników, których zastosowanie w kosmetykach jest zabronione. Te listy  składają się na całkiem pokaźną księgę i raczej trudno byłoby Ci zabrać ją do drogerii,a potem wertować w poszukiwaniu składników. Ja osobiście jestem zdania, że wszelkie produkty pochodzące z Unii Europejskiej, USA, Kanady, Australii możemy śmiało uznać za bezpieczne. Ryzyko, że producent zlekceważy możliwość zbiorowych pozwów i bankructwo, by włożyć do kosmetyku coś szkodliwego jest raczej małe. Natomiast radzę bardzo uważać na produkty importowane spoza tych obszarów.  Na pewno zapali Ci się lampka alarmowa gdy kupujesz chiński tusz do rzęs, ale czy pomyślałaś o tym że np. Brazylia, Izrael, Turcja mają zupełnie inne przepisy i to co u nas uznane jest za potencjalnie niebezpieczne, oni mogą dowolnie stosować. Zwróć też uwagę na farbki do malowania twarzy czy kosmetyki, które kupujesz swoim dzieciom. Najczęściej są one importowane jako zabawki, a nie jako kosmetyki, dlatego nikt nie sprawdza ich składu, tak dokładnie jak przy kosmetykach !

Uwaga na KHOL !

Jest jeden barwnik, przed którym FDA szczególnie przestrzega i jest to Khol (kohl, kajal, kayal). Jest to tradycyjny arabski czarny kosmetyk do barwienia powiek. Może mieć postać proszku, pasty czy sztyftu. Wyrabiany jest z mieszanki ziół, olejów i … metali ciężkich takich jak ołów i antymon. Może Ci się wydawać, że jest on bezpieczny ponieważ jest stosowany od wieków, nawet u dzieci. Niestety tak nie jest. Głęboka, błyszcząca czerń khola jest bardzo kusząca, ale są  doniesienia zatrucia ołowiem poprzez jego używanie ! Ołów, który dostanie się do organizmu, zalega tam przez wiele lat czyniąc znaczne szkody. Ołów jest dodatkowo na tyle wrednym metalem, że wchłania się nawet przez skórę.  Jeżeli nie potrafisz się jednak oprzeć stosowaniu tego kosmetyku (mam nadzieję że rzadko), to trzymaj go z dala od dzieci. Po przypadkowym połknięciu, zatrucie może być tragiczne w skutkach.

Są też kosmetyki o nazwie Khol, które jednak nie są prawdziwym kholem. Tutaj nazwa służy do określenia koloru kosmetyku. Te powinny być bezpieczne. Na wszelki wypadek sprawdź skład i skąd pochodzi producent.

Trwałe farbowanie rzęs

Nie ma żadnych barwników uznawanych za bezpieczne do trwałego farbowania rzęs i brwi. Dopuszczona w Europie henna jest nielegalna w USA. Jest to spowodowane tym, że hennę rozprowadza się w wodzie utlenionej. Gdy ta mieszanka dostanie się przypadkowo do oka, może spowodować trwałe uszkodzenie wzroku, a nawet ślepotę:(

Jeżeli nieszczęście już się przydarzy…

Jeżeli kosmetyk zacznie Cię podrażniać lub wystąpi inny problem, natychmiast przestań go używać. Gdy przypadek jest poważny powinnaś odwiedzić lekarza. Jeżeli lekarz uzna, że to kosmetyk spowodował problem, zgłosi go do odpowiedniego rejestru i prawdopodobnie zostanie wycofany z rynku.

Uff, trochę jest tych zagrożeń, na szczęście bardzo wiele zależy od nas samych. Jeżeli będziemy prawidłowo się obchodzić z naszymi kosmetykami, to będą one dla nas wyłącznie źródłem dobrego wyglądu i świetnego samopoczucia, czego sobie i Wam życzę:)

Nanocząstki

Niezwykle modnym ostatnio słowem w kosmetyce stało się słowo „nanocząstki”. Czym są, jak działają i przede wszystkim czy są dla nas bezpieczne? Nanocząstki to cząstki różnych substancji, które łączy jedno: są mniejsze od 100 nanometrów. Przy czym 1 nanometr to 1 miliardowa część metra. Mogą być to zmikronizowane minerały, metale, tworzywa sztuczne, słowem wiele różnych substancji. Jest to wielka różnorodność i również rożnorodnie działają na nasz organizm. Niektóre z tych substancji wykazują jednakowy wpływ na nasz organizm, niezależnie czy są w postaci dużych cząstek, małych czy też nanocząstek. Jednak niektóre substancje w postaci nanocząstek są w stanie przenikać przez ściany komórkowe aż do wnętrza komórek i tam w rozmaity sposób na nie oddziaływają. To sprawia, że nanocząstki są niezwykłą szansą w wielu dziedzinach życia, zarówno w kosmetyce, jak i w medycynie i w wielu gałęziach przemysłu. Dają nam możliwość tworzenia nowych materiałów, skuteczniejszych leków i doskonalszych kosmetyków. Niestety, jak to z każdą nowością bywa, nie jest do końca poznane ryzyko stosowania tego typu substancji. Dodatkowo, nie są prawnie uregulowane zasady stosowania materiałów w postaci nanocząstek. W kosmetykach producent musi jedynie określić rodzaj stosowanej substancji, bez konieczności podawania wielkości cząstek. Skóra jest naturalną barierą, chroniącą organizm przed szkodliwymi substancjami z zewnątrz. W rzeczywistości niewiele substancji jest w stanie przedostać się przez barierę naskórka i dotrzeć do skóry właściwej. Ale nanocząstki niektórych substancji są w stanie przeniknąć przez wszystkie warstwy skóry i dostać się do organizmu. Problem polega na tym, że nie wiemy co dalej będzie się z nimi działo. Czy popłyną wraz z krwią? Czy będą kumulować się w układzie nerwowym, limfatycznym, czy będą wędrować po organizmie przenikając z komórki do komórki? Czy organizm jest w stanie oczyścić się z tak małych cząstek? W jaki sposób wpłynie to na nasze zdrowie? Te i inne pytania pozostają na razie bez odpowiedzi. I zanim na nie odpowiemy, może warto się zastanowić czy rzeczywiście potrzebujemy krem, farbę do ścian, skarpetki, czy fugę do płytek ceramicznych z nanocząstkami. Innym pytaniem pozostaje w jakiej rzeczywiście ilości nanocząstki są stosowane przez producentów. Np. nanocząstki dwutlenku tytanu są idealnym filtrem przeciwsłonecznym. Chronią skórę równie dobrze jak zwykły dwutlenek tytanu, ale ich warstwa jest przezroczysta. Nie zabarwiają skóry na biało. Jednak dwutlenek tytanu w postaci nanocząstek jest ok. 100 razy droższy od tej substancji w zwykłej postaci. Jest więc stosowany tylko w najdroższych kremach. Dlatego jeżeli producent obiecuje nanocząstki w składzie produktu, a jego cena nie odbiega zbytnio od średnich cen, to raczej zawartość nanocząstek jest śladowa.

Tłuszcze są ważne dla urody !

Jesteśmy przyzwyczajone, że wiele produktów kosmetycznych zawiera naturalne olejki roślinne. Nawet gdy zawartość olejku to śladowa ilość w kosmetyku, to producent i tak nie zapomina podkreślić wielkimi literami, że kosmetyk zawiera te cenne składniki. Jakie mają one znaczenie w kosmetyce, jakie zastosowania? Dlaczego są tak atrakcyjne dla twórców kosmetyków oraz tak cenne dla użytkowników danego produktu?

Oleje, masła i woski to naturalne tłuszcze produkowane przez rośliny. Każda roślina je produkuje, ale tylko niektóre z nich mają ich na tyle dużo, że opłaca się je z tych roślin produkować.

Oleje, masła roślinne składają się one głównie z kwasów tłuszczowych oraz zawierają mnóstwo rozpuszczonych w nich cennych mikroelementów: witamin i minerałów. Bogactwo składników odżywczych sprawia, że najwięcej olejków zawartych jest w nasionach. Mają one za zadanie odżywienie młodej rosnącej roślinki.

Kwasy tłuszczowe są również cennym składnikiem kosmetycznym, ponieważ są podobne w budowie do tłuszczy produkowanych przez ludzką skórę. Dzięki temu podobieństwu pomagają one chronić skórę przed szkodliwym wpływem środowiska, uelastyczniają ją i regenerują.

Skóra ludzka wciąż wytwarza pewne ilości tłuszczy i wosków. Tą warstwę na ludzkiej skórze nazywamy sebum. Ich produkcja jest mniejsza lub większa, w zależności od rodzaju cery.  Są one konieczne dla jej zdrowia. Bez sebum, skóra  wyschłaby jak bibułka. Problem pojawia się gdy mamy do czynienia z skórą suchą, dojrzałą, która nie wytwarza wystarczającej ilości sebum by zapobiec utracie wilgoci. Również niektóre obszary naszego ciała odczuwają ciągły deficyt sebum. Są to np. dłonie, które nie dość że same wytwarzają bardzo niewiele tłuszczy, to jeszcze wciąż je myjemy, moczymy w wodzie, przez co niszczymy naturalną barierę ochronną.

Istotną częścią sebum są ceramidy, które są rodzajem tłuszczy, tworzących szczelną powłokę ochronną. Produkcja ceramidów niestety spada z wiekiem i niestety ludzka skóra po 40 roku życia w ogóle ich nie produkuje:( Możemy jednak wspomóc ją ceramidami pochodzącymi z naturalnych olejków, które odbudują tą warstwę ochronną.   Skóra staje się nawilżona i elastyczna. Witaminy zawarte w olejach są łatwo przyswajalne przez skórę. Ponieważ wykazują one podobieństwo do ceramidów, to mogą wniknąć głęboko w naskórek, przenosząc tam aktywne substancje. Nienasycone kwasy tłuszczowe działają przeciwzapalnie i łagodząco.

Z drugiej strony skóra tłusta cierpi na nadmiar sebum. Jest go tak dużo, że nie jest ono skutecznie odprowadzane z gruczołów łojowych, twardnieje i zatyka ich ujścia. W efekcie powstają wypryski, grudki, zaskórniaki. I tutaj równie mogą nam pomóc naturalne olejki. Mają one zdolność rozpuszczania innych tłuszczy, dzięki czemu jest możliwe oczyszczenie gruczołów łojowych. Dostarczenie skórze dodatkowej porcji tłuszczy stanowi dla niej sygnał do ograniczenia produkcji własnego sebum. Działają przeciwzapalnie, goją zmiany i rozjaśniają przebarwienia. Nie dopuszczają do przesuszenia skóry, które często jest przyczyną nadprodukcji sebum.

Oleje to również bogate źródło antyoksydantów. Zawierają duże ilości witaminy E, oraz innych witamin, dzięki którym nie jełczeją szybko. Dlatego nie musimy trzymać ich w lodówce. Te same antyutleniające witaminy zwalczą wolne rodniki na twojej skórze, zapobiegając jej przedwczesnemu starzeniu się. A ilość wolnych rodników w skórze znacznie wzrasta przy ekspozycji na słońce, podczas przebywania w zanieczyszczonym środowisku, palenia papierosów itp. Dlatego warto używać olejków by sobie z nimi poradzić.

Należy pamiętać, to że tylko olejki tłoczone na zimno mają te wszystkie dobroczynne właściwości. Wysoka temperatura niszczy witaminy i mikroelementy. Również w produkcji kremów, wysoka temperatura wymagana do ich emulgacji niszczy te cenne składniki. Dlatego w miarę możliwości powinnyśmy wybierać wyłącznie oleje tłoczone i przetwarzane na zimno.

No i bardzo ważne, olejki należy stosować zewnętrznie, ale niezwykle ważne dla urody jest również ich spożycie . Wypróbuj różne rodzaje olejków i spożywaj je codziennie. Zjadanie dwóch łyżek stołowych dziennie oliwy z oliwek powinno wejść nam w nawyk. Można ją dodawać do sałatek, skrapiać nią pieczywo zamiast masła, dodawać do wielu potraw gotowanych i duszonych. Cenne są wszelkie oleje roślinne, oprócz oleju palmowego, który niestety zawiera duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych.

Które olejki zatem warto polecić?

Poniżej jest mój osobisty ranking, wiem że każda z Was pewnie dopisała by coś do tej listy:

Olej z nasion róży Mosqueta (z róży piżmowej)- ten olejek nie pachnie w ogóle różą, ale ma bardzo dużą ilość witaminy A. Ta witamina to znany od lat środek odmładzający skórę. Walczy ze zmarszczkami, rozjaśnia przebarwienia, poprawia napięcie i jędrność skóry. Polecam na twarz- intensywny pomarańczowy kolor tego olejku może barwić ubranie.

Olej z czarnuszki (Nigelle)- świetny olejek do cery z problemami, trądzikowej, łojotokowej. Jego działanie polega na regulacji wydzielania sebum, oraz na zapobieganiu zatykania porów. Wiele substancji w nim zawartych ma działanie lecznicze i przeciwzapalne. Trzeba pamiętać, że olejek nie poprawi stanu cery z dnia na dzień, trzeba dać mu trochę czasu by zobaczyć poprawę.

Oliwa z oliwek- absolutny hit wśród olejów roślinnych, tani i szeroko dostępny. Wystarczy tylko rozejrzeć się na rynku by wybrać tą naprawdę dobrej jakości. Zawiera ogromne ilości witaminy E, dzięki czemu jest nieocenionym oksydantem. Czy wiesz, że pół szklanki oliwy ma takie samo działanie przeciwzapalne jak tabletka Ibupromu?Kropelka oliwy z oliwek wspaniale odżywia, wygładza, nawilża suche włosy. Dla cery trądzikowej polecam oliwkę z oliwek wzbogaconą ozonem, który nadaje jej działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybiczne i przeciwwirusowe.

Olej arganowy- to cudowny olejek dla cery suchej, dojrzałej, pozbawionej elastyczności. Fantastycznie się wchłania, skóra po jego zastosowaniu jest miękka i świetnie nawilżona. Olejek arganowy zawiera więcej witaminy E niż oliwa z oliwek, a to jeden z najsilniejszych przeciwutleniaczy. Polecam do stosowania na całe ciało, olejek ma przyjemny zapach, nie plami ubrań, bardzo dobrze się wchłania.

Masło Karite ( masło shea)- to doskonały kosmetyk do pielęgnacji ciała. Odżywia, zmiękcza i chroni skórę przed wysuszeniem oraz promieniowaniem słonecznym. Zawiera niewielki naturalny filtr przeciwsłoneczny. Ma postać stałą, czyli masła, ale w temperaturze ciała się topi głęboko wnikając w naskórek. Od wieków jest stosowany do pielęgnacji ciała na terenach skąd pochodzi (zachodnia afryka), a dzięki globalizacji i my możemy skorzystać z jego fantastycznych właściwości. Masło Karite posiada bardzo słaby, praktycznie niewyczuwalny zapach, co sprawia, że świetnie daje się perfumować olejkami zapachowymi, a stosowane solo nie nadaje skórze zapachu. To duża zaleta przy kosmetyku stosowanym na duże obszary ciała:) Można je nakładać na twarz, jest dobrze tolerowane, niestety u niektórych osób może powodować zapychanie porów.

Olej kokosowy- kosmetyk do włosów. Olej kokosowy zawiera spore ilości kwasu laurynowego, który jest podobny w budowie do składników budujących włos. Dzięki temu ma on możliwość wniknąć w niego głęboko i wbudować się w jego struktury. Dzięki niemu włos zostaje zregenerowany, wzrasta jego nawilżenie i elastyczność. Powierzchnia włosa zostaje wygładzona, dzięki czemu włosy są lśniące, nie plączą się i nie uszkadzają. Polecam go każdej osobie z suchymi, zniszczonymi włosami. Stosuje się go przed myciem głowy, należy wmasować w pasma włosów i potrzymać na nich ok. 20 min a potem myć jak zwykle. Dobrze jest owinąć głowę ciepłym ręcznikiem- ciepło wzmaga wchłanianie. Jeszcze lepiej jest zabrać go do sauny:)

No i bardzo ważne, olejki należy stosować zewnętrznie, ale niezwykle ważne dla urody jest również ich spożycie . Wypróbuj różne rodzaje olejków i spożywaj je codziennie. Zjadanie dwóch łyżek stołowych dziennie oliwy z oliwek powinno wejść nam w nawyk. Można ją dodawać do sałatek, skrapiać nią pieczywo zamiast masła, dodawać do wielu potraw gotowanych i duszonych. Cenne są wszelkie oleje roślinne, oprócz oleju palmowego, który niestety zawiera duże ilości szkodliwych  nasyconych kwasów tłuszczowych.

Syntetyki kontra składniki biologiczne

W czasach zaawansowanej technologii, może wydawać się dziwne, że jednym z największych wyzwań dla dzisiejszych chemików jest stworzenie produktu chemicznego tak naturalnego,  jak roślina z której pochodzą składniki. Ale  utrzymanie naturalnej czystości i prostoty w nowoczesnej recepturze kosmetyku, bez udziału żadnych sztucznie stworzonych chemikaliów to, według chemika kosmetycznego, Scotta Ralpha z firmy New Direction w Sidney Marrickville, nie jest łatwe zadanie. „Dzisiejszy konsument niezbyt lubi  surowe receptury z dawnych lat”, tak mówi, odnosząc się do czasów, gdy toniki to były rośliny moczone w alkoholu i aplikowane prosto na skórę, a kremy nawilżające to nic innego, jak tłuste smarowidła z wyciągami z ziół i roślin.

„ Klienci oczekują skutecznego działania od produktów pielęgnacyjnych. Używali i przyzwyczaili się do konsystencji i kremowej gładkości syntetycznych kosmetyków”, mówi Scott, „takich kosmetyków, które idealnie się pienią, nie są tłuste, pięknie pachną i ślizgają się po skórze”. Ale wierzy, że jest rosnące zainteresowanie naturalnymi składnikami, stawia to wyzwanie chemikom aby za pomocą naturalnych emulsyfikatorów, środków powierzchniowo czynnych i konserwantów, po prostu wszystkich potrzebnych składników, stworzyć świetny, jednolity krem, który może konkurować z jego syntetycznymi konkurentami. „Możemy manipulować syntetykami tak, by zachowywały się jak tylko chcemy, pachniały tak jak chcemy, a natura oferuje nam substancje dużo trudniejsze do okiełznania”. Niektóre rośliny, mówi Scott, jak np. mydlnica, wytwarzają bardzo delikatną dla skóry pianę, ale z marketingowego punktu widzenia, nie umywa się ona do dramatycznego efektu pienienia jaki wytwarza sodium lauryl sulfate, środek powierzchniowo czynny wytwarzający trwałe i duże bąbelki. „Mimo tego”, dodaje, „ ludzie z bardzo delikatną skórą przysięgają na zdrowotne właściwości mydlnicy”, a stosowanie sodium  lauryl sulfate musi być teraz oznaczane jako produkt niebezpieczny dla zdrowia na niektórych produktach w Stanach Zjednoczonych.

W przeszłości, branża kosmetyczna wybierała składniki syntetyczne, dlatego że są one dużo tańsze. Ale, jak mówi Scott, są też inne względy. „np. syntetyczne konserwanty są dużo, dużo łatwiejsze w użyciu, bardziej przewidywalne w tym co i w jaki sposób zakonserwują, oferują szerokie spektrum zabezpieczenia, co oznacza że niszczą więcej rodzajów bakterii i grzybów”.

Konserwanty są kluczowym składnikiem wielu kosmetyków dlatego, że pomagają  zachować na dłużej jakość składników kosmetyku, zapobiegają wzrostowi grzybów i bakterii w produkcie. Ewentualny rozwój drobnoustrojów zmniejszył by działanie kosmetyku i wystawił na niebezpieczeństwo zdrowie użytkownika. „Jeżeli na skórze byłoby zranienie, każdy grzyb czy bakteria mogłaby spowodować infekcję”, mówi Scott.

„Stosowanie naturalnych konserwantów wymaga wielu eksperymentów, trzeba ich też dodawać do kosmetyku dużo więcej i często więcej niż jeden na raz, aby osiągnąć szerokie spektrum ochrony produktu”, mówi Scott. „Jest wiele naturalnych konserwantów które mają działanie antyoksydacyjne i antybiotyczne, konserwanty te to np. olejki eteryczne, ekstrakty roślinne i witaminy, jest także kilka konserwantów naturalnych na rynku, które samodzielnie dobrze konserwują produkt.  Nie dadzą one trwałości produktu tak długiej  jak syntetyczne konserwanty, ale jeżeli są odpowiednio zastosowane, mogą zakonserwować produkt aż do dwóch lat- co jest w rzeczywistości więcej niż trzeba”.  Wiele firm, mówi Scott, używa naturalnych składników w połączeniu z syntetycznymi konserwantami ponieważ są one dużo łatwiejsze w użyciu z innymi składnikami i tańsze. Zazwyczaj takie firmy oznajmiają, że ich produkty są naturalne w 99%. Niektórzy zwolennicy kosmetyki naturalnej, twierdzą, że gdy produkt jest nasycony syntetycznymi konserwantami, to traci  istotnie odżywczość i żywotność składników oraz że syntetyczne konserwanty są bardziej drażniące dla skóry niż naturalne. Wierzą że naturalne konserwanty pracują synergicznie z innymi naturalnymi składnikami kosmetyku, aby utrzymać kosmetyk w świeżości i wzbogacają nienaruszone substancje odżywcze. Scott mówi: „ To może być prawda w zależności od tego jakie składniki i konserwanty są użyte, ale zazwyczaj syntetyczne konserwanty są dodawane do kosmetyku w ilości około 0,5%- 1%, a to nie jest dużo.” Ludzie nastawieni ekologicznie, są bardziej zaniepokojeni kumulacją w organizmie mnóstwa syntetycznych substancji pochodzących z kosmetyków, środków higieny osobistej, pożywienia które mogą przekroczyć barierę bezpieczeństwa dla organizmu i dla środowiska.

Od niedawna, firmy produkujące kosmetyki naturalne wybierają opakowania air less, które minimalizują ilość powietrza dostającego się do produktu, a tym samym ilość dostających się do niego bakterii, pozwalając na użycie mniejszych ilości środków konserwujących. Jak mówi Scott, używanie tego typu opakowań pomaga zachować bardziej delikatne formuły, ale wciąż wymaga dość dużej dozy środków konserwujących.

Debata na temat bezpieczeństwa środków syntetycznych włączając w to konserwanty pomaga także podnieść zieloną flagę. Parabeny były dotąd szeroko używane w kosmetykach, ale ostatnio zaczęły być łączone z wieloma problemami zdrowotnymi, włączając w to raka. Jest wiele innych syntetycznych składników pod mikroskopem różnych grup badających kosmetyki, jak np. Environmental  Working Group w USA.  Zielona rewolucja, która rozgrywa się w tej chwili globalnie, odzwierciedla zapotrzebowanie na naturalne i przyjazne dla środowiska produkty, nie ma tu wyjątku dla kosmetyków. Biznes kosmetyki naturalnej i organicznej rozkwita i chemicy którzy potrafią tworzyć receptury oparte na naturalnych składnikach są bardzo poszukiwani. Klienci chcą by każda część produktu była naturalna.

Scott tłumaczy, „składniki botaniczne były używane przez tysiące lat, więc posiadamy dobre rozumienie i dużą wiedzę o zagrożeniach i korzyściach z użycia tych składników, podczas gdy o wielu składnikach syntetycznych nie mamy podstawowych informacji. Niezaprzeczalna jest podstawowa synergia którą organizm ludzki posiada z roślinami. Kiedy używamy ich w pielęgnacji skóry, mają działanie zdrowotne, odżywcze i odmładzające.”

Istnieją nieustające badania naukowe potwierdzające skuteczność użycia roślin w pielęgnacji skóry. Na przykład wiele badań pokazuje, że kwiaty rumianku, użyte do pielęgnacji skóry, mają działanie przeciwzapalne, sprawiając że są one bardzo ważnym składnikiem dla ludzi z wrażliwą skórą, cierpiących na odczyny zapalne.  „Rośliny są wspaniałe dla cery” mówi Scott „ a także dają więcej korzyści niż tylko kosmetyczne. Na przykład olejki eteryczne pomagają zbalansować umysł i ciało poprzez swój zapach.”

Swobodne prawo metkowania produktów w świecie kosmetyki, pozwalają firmom na poetycką inwencję twórczą w nazywaniu ich produktów jako naturalnych czy organicznych, nawet jeżeli zawierają śladowe ilości substancji naturalnych.  Wiele substancji naturalnych zostało przekształconych syntetycznie, aby były łatwiejsze do użycia w recepturze, ale firmy nadal nazywają je składnikami naturalnymi.  „ Zupełnie inną sprawą jest jakiego poziomu naturalności wymaga klient. Dla niektórych jest wystarczające jeżeli produkt pozostaje naturalny w 90%, z 10% udziałem składników syntetycznych. Inni żądają w 100% naturalnych produktów, bez nawet kropli syntetyku.  Dodatkowym zabezpieczeniem jest produkt certyfikowany. Oczywiście wszystko to dużo kosztuje i czym  bardziej naturalny jest produkt i czym więcej ma certyfikatów, tym będzie droższy.”

W stosunku do produktów, które nie mają certyfikatu organiczności, dobrym pomysłem jest zostanie detektywemJ Procent składników naturalnych i syntetycznych nie musi być podawany na opakowaniu, chyba że producent chce Ci to przekazać. Jednym z prostych sposobów, żeby się przekonać czy produkt jest naturalny jest spojrzenie na listę składników, jeżeli wygląda ona bardziej jak z lekcji biologii niż z lekcji chemii, jest to dobry znak, że produkt jest raczej naturalny. Składniki są podawane w kolejności od największej zawartości do najmniejszej w produkcie, więc dobrze jest jeżeli biologiczne składniki dominują na początku listy. Jeżeli chodzi o zapachy, jest kolosalna różnica pomiędzy olejkiem zapachowym a olejkiem eterycznym. Jeżeli na etykiecie jest podane:  grapefruit fragrance oil, a nie Citrus Paradisi (botaniczna nazwa grejpfruta) lub grapefruit essencial oil, to wtedy jest to zapach syntetyczny.

Przykłady naturalnych konserwantów:

– grapefruit seed extract

-rosemary extract (anty-oksydant)

– vitamin E (anty-oksydant)

– essencial oils

-benzyl alcohol

-ethanol